FacebookTwitterYouTubeIstagramRSS

Titanic zatonął nie tylko z powodu góry lodowej. Naukowcy dokonali zaskakującego odkrycia

Góra lodowa, z którą ponad 100 lat temu zderzył się Titanic, była ostatnim elementem całego łańcucha zdarzeń, który doprowadził do zatonięcia olbrzymiego liniowca. Naukowcy odkrywają nowe tajemnice tej dziejowej katastrofy i wskazują na jego kosmiczne źródło.

Fot. Twitter.
Fot. Twitter.

W nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku, przy południowo-wschodnich wybrzeżach kanadyjskiej Nowej Fundlandii, zatonął statek pasażerski Titanic. Najbardziej powszechną teorią określającą przyczynę katastrofy liniowca i śmierci 1,5 tysiąca ludzi było zderzenie się jednostki z górą lodową.

Do dziś jednak nie znana była odpowiedź na pytanie, skąd wzięła się bryła lodu w Atlantyku na tej szerokości geograficznej, gdzie zazwyczaj w kwietniu woda jest zbyt ciepła, aby mogła się utrzymać.

Naukowcy od dawna analizowali kilka różnych teorii, ale żadna nie była dość poparta dowodami. Okazuje się, że przyczyna pojawienia się góry lodowej w tym miejscu o tej porze roku może wcale nie być związana z pogodą i klimatem, lecz z astronomią.

Księżyc był wyjątkowo blisko

Nową teorię przedstawił fizyk z Uniwersytetu Teksańskiego. 4 stycznia 1912 roku Księżyc znalazł się najbliżej Ziemi od 796 roku (kolejny raz znajdzie się tak blisko w 2257 roku). Księżycowa tarcza była więc wyjątkowo jasna i duża, o 15 procent większa i o prawie 35 procent jaśniejsza niż zazwyczaj podczas pełni.

Artystyczna wizja katastrofy Titanica. Fot. Willy Stöwer / Wikipedia.

Nie pozostało to bez znaczenia dla naszej planety, ponieważ siła grawitacji wyzwoliła dużo większe niż zazwyczaj pływy morskie. Zmiany poziomu wody przekraczały wówczas 20 metrów. Jednym z miejsc, które najdotkliwiej to odczuły, były wybrzeża Grenlandii. Przypływy a następnie odpływy spowodowały, że od wyspy zaczęły się odrywać olbrzymie góry lodowe.

Jedna z największych, o średnicy około 500 metrów, odłączyła się od lodowca spoczywającego u południowych wybrzeży największej wyspy świata, w rejonie dzisiejszej miejscowości Qassimiut. Lodowiec powstał na skutek opadów śniegu około 100 tysięcy lat temu.

Liczba gór lodowych dryfujących po wodach północnego Atlantyku była zastraszająca. Jednak z powodu braku satelitów i jakichkolwiek innych narzędzi obserwacyjnych, nikt nie wiedział, że wody oceanu stały się prawdziwym "polem minowym".

Po trzech miesiącach od superpełni Księżyca góry lodowe rozprzestrzeniły się niemal po całym północnym Atlantyku, zwłaszcza jednak najliczniej opływając wody okolic Nowej Fundlandii i Nowej Szkocji. Tymczasem 10 kwietnia punktualnie w południe Titanic wypłynął w swój dziewiczy rejs z angielskiego Southampton do Nowego Jorku.

Nad powierzchnią oceanu widoczna była tyla niewielka część góry lodowej. Fot. Rowan Dodds.

4 dni później pierwsze doniesienia o górach lodowych zaczęły spływać ze statków wycieczkowych, które znajdowały się w rejonie Nowej Fundlandii. Jednak do ostatniej chwili nie zdawano sobie sprawy z istniejącego zagrożenia. Dlaczego?

Wiatr słoneczny i zorza polarna

Przede wszystkim zawiodła komunikacja. Depesza ze statku America o tym, że Titanic mknie ku polu lodowemu, nigdy nie trafiła na mostek. Według najnowszego odkrycia, które badaczka pogody Mila Zinkova opisuje na łamach pisma Weather, wydawanego przez Królewskie Stowarzyszenie Meteorologiczne, przyczyną była burza geomagnetyczna.

Szalała ona podczas feralnej nocy nad północnym Atlantykiem objawiając się zorzą polarną. Wiatr słoneczny pełen naładowanych cząstek pochodzących ze Słońca wnikał do biegunów magnetycznych. Kompasy szalały, a łączność była utrudniona, przez co sygnał SOS z Titanica nie dotarł do innych jednostek.

James Bisset, drugi oficer statku Carpathia, który ratował rozbitków z Titanica, napisał w dzienniku pokładowym, że choć noc była bezksiężycowa, to jednak światło dawała zorza polarna, która była wyjątkowo intensywna i barwna. Zachwycali się nią także sami podróżujący na pokładzie Titanica.

Titanic podczas budowy w stoczni w Belfaście. Fot. Wikipedia.

Jeden z nich, nauczyciel Lawrence Beesley, napisał, że światło wyginało się w łuk na północnym niebie, a kolorowe serpentyny sięgały w kierunku gwiazdy polarnej. Badaczka twierdzi, że wystarczyło odchylenie kompasu o zaledwie 0,5 stopnia, aby Titanic zboczył z kursu i wpłynął na pole lodowe.

Kurs na górę lodową

W nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku o godzinie 23:40 marynarze z bocianiego gniazda zauważyli na wprost od statku ciemną masę, będącą górą lodową. Było już jednak zbyt późno na wykonanie manewru i ratunek.

Naukowcy szacują, że góra lodowa miała 120 metrów średnicy i ważyła 75 milionów ton. Jednak tylko jej 30-metrowy fragment wyłaniał się z wód Atlantyku i mógł być zauważony przez załogę.

15 kwietnia 1912 roku wrak statku osiadł na dnie Atlantyku na głębokości około 3800 metrów. Rozbitków, którzy uratowali się w szalupach wzięła na pokład Carpathia, która dopłynęła na miejsca katastrofy o godzinie 4:00 nad ranem, gdy na niebie wciąż świeciła zielona zorza polarna.

Spośród wszystkich 2224 pasażerów Titanica zginęło 1563 ludzi. Rozbitkowie pływali w oceanie, którego temperatura balansowała na poziomie około zera stopni. Z uwagi, że była to połowa kwietnia temperatura powietrza w tym regionie mogła osiągać w nocy od zera do plus 5 stopni.

Źródło: TwojaPogoda.pl / National Geographic / NASA / Weather.

prognoza polsat news