Chociaż mamy już wiosnę, to jednak akcenty zimowe nadal wracają. W ostatnich dniach gigantyczne śnieżyce przetoczyły się nad obszarami górzystymi. W Beskidach spadło niemal pół metra świeżego śniegu, a w Tatrach nawet metr. Ryzyko lawinowe jest z tego powodu skrajnie wysokie.
Na nizinach zima wciąż objawia się w postaci nocnych i porannych przymrozków, które występują od kilku dni i ani myślą ustąpić. Aż do sobotniego świtu trzeba się liczyć ze spadkami temperatury od -1 do -3 stopni, lokalnie do -5 stopni, natomiast przy gruncie od -2 do -5 stopni, a lokalnie do -7 stopni.
Najzimniej będzie w okolicach wschodu słońca miejscami na północy, północnym wschodzie i w centrum kraju, gdzie przez całą noc niebo będzie wolne od chmur, a wiatr ucichnie. Tam warunki do uciekania ciepła w przestrzeń kosmiczną oraz wychładzania się powierzchni ziemi będą najlepsze.
W okresie świątecznym przymrozki przejściowo ustąpią, jednak od połowy przyszłego tygodnia wrócą i utrzymają się przez kilka kolejnych dni. Będą jeszcze silniejsze od obecnych. Temperatura o porankach będzie spadać do -5 stopni, a na wschodzie do -7 stopni. Przy gruncie będzie nawet -9 stopni.
Ze względu na wyjątkowo wczesny start tegorocznej wegetacji znacznie więcej upraw wymaga ochrony przed znaczącymi spadkami temperatury. W niektórych przypadkach konieczne może się okazać okrywanie warzyw specjalną agrowłókniną lub zastosowanie zraszaczy.
Mimo, że przymrozki będą jeszcze w tym miesiącu wracać, to jednak nie spodziewamy się takich mrozów, z jakimi przyszło się zmierzyć naszym przodkom na tle ostatniego stulecia, a które wywołują ciarki na plecach.

Zacznie się w kwietniu. Meteorolodzy dawno tego nie widzieli
Najdłużej na nadejście prawdziwej wiosny trzeba było czekać w 1817 roku, kiedy kwiecień zapisał się najzimniej w całej blisko 245-letniej serii pomiarowej na ziemiach polskich. Średnia miesięczna temperatura była aż o 6 stopni niższa od aktualnie obowiązującej normy z lat 1991-2020.
Dla porównania od początku dwudziestego wieku nie zdarzyło się, aby kwiecień był zimniejszy niż 3 stopnie poniżej normy. Najzimniejszym kwietniom towarzyszyły siarczyste mrozy, które w dzisiejszych czasach wydają się być czymś nieprawdopodobnym, a jednak się zdarzyły.
Jak czytamy na łamach Roczników Meteorologicznych, 5 kwietnia 1929 roku w Siedlcach na Mazowszu temperatura spadła o poranku do -19 stopni, a w Białowieży na Podlasiu do -20 stopni. Jeszcze większy mróz panował 3 kwietnia 1931 roku w Siankach na Podkarpaciu, aż -22 stopnie.
Źródło: TwojaPogoda.pl

