Przed nami kolejna zmiana czasu z zimowego na letni. W nocy z 28 na 29 marca wskazówkę przesuniemy z godziny 2 na 3. Słońce zajdzie godzinę później, ale w zamian później też wzejdzie, a my pośpimy krócej. Nic więc dziwnego, że mamy już tego dość.
Sondaże pokazują, że prawie 75 procent Polaków chciałoby już na zawsze pozostać w czasie letnim, jednak na drodze stoi Komisja Europejska i Rada Europy, które od kilku lat nie mogą się porozumieć w tej sprawie z państwami członkowskimi.
Mimo podejmowanych inicjatyw przez kolejnych polityków, sprawa nie wydaje się ruszać z miejsca. Również popchnięcie tematu podczas polskiej prezydencji niewiele zmieniło. Wśród krajów, które deklarowały chęć zmian była m.in. Hiszpania.
Komisarz ds. transportu Apostolos Dzidzikostas zapowiedział w czerwcu 2025 roku, że Komisja Europejska przygotuje nową analizę skutków zmiany czasu i wróci z konkretnymi propozycjami legislacyjnymi. Według ostatnich informacji, badania te nadal trwają.
Tymczasem wygasa bardzo ważna dyrektywa z 2000 roku, według której na obszarze Unii Europejskiej dwukrotnie w ciągu roku następuje zmiana czasu. Obowiązywać będzie ono tylko do nocy z 24 na 25 października, kiedy ponownie przejdziemy z czasu letniego na zimowy.
Konieczne będzie wdrożenie kolejnej dyrektywy jeszcze w tym roku, o ile zmiana czasu ma być utrzymana. W przeciwnym razie kolejne zmiany czasu zostaną zniesione. Jeśli tak się stanie, to jest szansa, że po raz ostatni przestawimy zegarki w nocy z 27 na 28 marca 2027 roku.

Wiosna wszystkich zaskoczy. Meteorolodzy łapią się za głowy
To zdecydowanie najszybszy możliwy termin pozostanie na stałe w czasie letnim. Trzeba jednak mieć na uwadze to, że wysoko rozwinięte kraje na świecie nadal nie zaprzestały zmian czasu. Tak jest nie tylko w Europie, ale też w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Australii. Na zaprzestanie zmian czasu zdecydowała jak dotychczas mniej więcej połowa państw.
Stały czas letni oznaczałby dłuższe, jasne popołudnia i wieczory przez cały rok. Nawet zimą słońce zachodziłoby około godziny 16-17 zamiast 15-16. Dzięki temu Polacy zyskaliby dodatkową godzinę na aktywność fizyczną na świeżym powietrzu po pracy i szkole. To realnie poprawiło samopoczucie oraz obniżyło problemy z otyłością i niskim nastrojem, szczególnie w naszym słabo nasłonecznionym klimacie.
Dodatkowo stały czas letni przyniósłby wymierne oszczędności energii, mniejsze zużycie prądu na oświetlenie domowe, uliczne i biurowe po zmroku. Korzyści odczułaby turystyka, bo dłuższe wieczory przyciągają gości, a także handel detaliczny i gastronomia. Uniknęlibyśmy zakłóceń rytmu dobowego, stresu, wzrostu wypadków i zawałów tuż po przestawieniu zegarków, co ostatecznie poprawiłoby zdrowie publiczne i efektywność gospodarki.
Źródło: TwojaPogoda.pl

