Grenlandia to największa wyspa świata, położona między Oceanem Atlantyckim a Arktycznym, geograficznie w Ameryce Północnej, ale politycznie stanowi autonomiczną część Królestwa Danii, więc jest zaliczana do Europy.
Około 80 procent powierzchni pokrywa lądolód, druga co do wielkości pokrywa lodowa na Ziemi po Antarktydzie. Mieszka tu zaledwie 57 tysięcy osób, głównie Inuitów, z czego 19 tysięcy w Nuuk, stolicy wyspy.
Dziękujemy, że znalazłeś chwilę na ten wywiad. Na początek najważniejsze pytanie: Co skłoniło Cię do przeprowadzki na Grenlandię i jak wyglądały Twoje pierwsze miesiące w Nuuk?
Marek: To była mieszanka przygody i pracy. Przyjechałem tu początkowo na kontrakt w branży budowlanej. Nuuk się szybko rozwija, budują nowe bloki, infrastrukturę. Z Polski wyjechałem, bo oferty zarobkowe były atrakcyjne, a zawsze ciągnęło mnie do miejsc ekstremalnych.
Pierwsze miesiące? Szok. Zima, ciemno przez większość doby, wiatr wieje tak, że trudno ustać na nogach. Do tego drożyzna, bo wszystko jest importowane ze stałego lądu, ceny jak w Norwegii razy dwa. Ale ludzie pomogli, Polonia w Nuuk jest mała, ale solidarna, szybko się odnalazłem.
Grenlandia ma przepiękne krajobrazy. Fot. Pixabay.Jak wygląda codzienne życie w Nuuk?
Nuuk to taka mała metropolia w arktycznym wydaniu, około 19 tysięcy mieszkańców, ale ma wszystko, co człowiekowi jest potrzebne, czyli supermarkety, kawiarnie, nawet centrum handlowe. Pracuję na budowie, godziny jak w Europie, ale zimą są krótsze dni i prawie w ogóle światła, co wpływa na rytm życia.
Transport? Autobusy miejskie są, ale wiele osób ma auta, choć drogi kończą się za miastem, dalej tylko łodzią lub helikopterem. Zakupy są drogie: mleko czy chleb dwa są trzy razy droższe niż w Polsce, ale zarobki wyższe, więc się jakoś bilansuje. Latem super, bo jasno jest nawet o północy, można wędrować po malowniczych fiordach. Zimą? Hibernacja w domu, ale zorza polarna rekompensuje wszystko.
Czy możesz opisać swój zwykły dzień roboczy od rana do wieczora, zwłaszcza teraz w grudniu, kiedy jest polarna noc?
Weźmy typowy dzień, kiedy pracuję. O tej porze roku słońce wędruje tak nisko nad horyzontem, że jasno jest tylko kilka godzin. W pochmurne dni w środku dnia panuje półmrok.
Budzę się około 6-7 rano, kiedy jest jeszcze całkowicie ciemno, jak w nocy. Zapalam wszystkie światła w domu, bo inaczej nie jestem w stanie się dobudzić. Na śniadanie mam kawę, chleb z serem lub jajka, czasem owsiankę. Ubieram się ciepło, kilka warstw, buty zimowe, czapka, rękawiczki.
O 7:30-8:00 wychodzę do pracy. Idę pieszo albo jadę autobusem. W Nuuk ruch jest niewielki, ale drogi przeważnie śliskie od śniegu lub lodu. Rano ulice są oświetlone latarniami, kolorowe domki wyglądają magicznie w śniegu.
Na Grenlandii powstają pierwsze wieżowce. Fot. Pixabay.Praca od 8:00 do 16:00 u mnie na budowie, w biurze czy gdzie indziej podobnie. Przerwa na lunch koło 12:00, często w kantynie albo przynoszę swoje kanapki. Po południu, jak są rozpogodzenia, to można liczyć na lekkie światło dzienne, niektórzy wychodzą wtedy na spacer, ale większość zostaje jednak w pomieszczeniach.
Po pracy, koło 16-17:00, robię zakupy w supermarkecie, w Pisiffik czy Brugseni, tam wszystko jest oświetlone neonami. Potem wracam do domu. Gotuję coś prostego, zupę czy mięso do jakiegoś serialu lub filmu, a wieczorem książka albo spotkanie z kumplami na piwo w barze.
Często wychodzimy obejrzeć zorzę polarną, w Nuuk widać ją super nad miastem. Staram się żyć aktywnie więc wpadam na siłownię lub krytą pływalnię, czasem do kina. Kładę się spać koło 22-23:00. Latem to zupełnie inny rytm, bo słońce jest non-stop, ludzie na zewnątrz przebywają do późna.
Codzienność tu jest spokojna, dostosowana do natury. Nie ma pośpiechu jak w Warszawie, ale zimą trzeba walczyć z ciemnością, przez którą jest dużo światła sztucznego, więc trzeba się posiłkować witaminą D i cały czas być aktywnym.

Na Grenlandii powstały pierwsze wieżowce. Tak rodzi się przyszła metropolia Arktyki
Jakie są największe wyzwania życia na Grenlandii, zwłaszcza w kontekście klimatu i izolacji?
Klimat to sprawa nr 1. Zimą 20-30 stopni mrozu jest normą, wiatr huraganowy, dużo śniegu i zaspy po pas. Izolacja też daje w kość, bo loty do Polski są drogie i często odwołane przez pogodę, a tęsknota za rodziną ogromna. Do tego problemy społeczne: alkoholizm, wysoki wskaźnik sam*bój*tw wśród Inuitów. Ale wyzwania to też zalety: natura dziewicza, spokój, brak pośpiechu. Nauczyłem się cierpliwości, tu nic nie dzieje się "na już".
Czy tęsknisz za Polską i czy planujesz wrócić, czy Grenlandia stała się Twoim domem?
Tęsknię za pierogami, rodziną, lasami bez lodowców. Odwiedzam Polskę raz na rok lub dwa. Ale Nuuk to teraz mój dom. Tu mam stabilną pracę, przyjaciół, naturę na wyciągnięcie ręki. Planuję zostać dłużej, może na stałe. Grenlandia zmienia człowieka, uczy pokory wobec przyrody i doceniania prostych rzeczy.
Skoro już tyle opowiedziałeś, to może teraz porozmawiamy o kosztach życia. Czy naprawdę jest tak drogo, jak się mówi, i na czym najbardziej to odczuwasz?
Drogo jest, nie ma co ukrywać. Kawalerka w centrum to ok. 5000 zł miesięcznie, większe mieszkanie dla rodziny nawet 8-11 tysięcy zł. Jedzenie w sklepie: chleb za 20 zł, litr mleka za 12 zł, 12 jaj za 21 zł, kilo wołowiny lub piersi kurczaka za 70-100 zł. Warzywa i owoce najdroższe, bo wszystko leci samolotem. Kilogram jabłek jest za 30 zł, bananów za 25 zł, a truskawek za 60 zł.
Alkohol i papierosy to kosmos, butelka wódki to 170-220 zł. Ale zarobki też wysokie, na budowie mogę wyciągnąć nawet 20 tysięcy zł brutto miesięcznie. Dla singla luksus, dla rodziny trzeba jednak liczyć. Najbardziej boli zakup świeżych owoców, a wyjście do restauracji dla dwóch osób to koszt 300 zł.
Opowiedz o tradycyjnej grenlandzkiej kuchni. Czy próbowałeś lokalnych specjałów, jak mattak czy suaasat, i jak one smakują w porównaniu z polskimi potrawami?
Kuchnia tu jest zupełnie inna, oparta na tym, co daje morze i tundra. Próbowałem mattak, to surowa skóra z tłuszczem wieloryba, żujesz jak gumę, smak neutralny, ale bogaty w witaminy. Suaasat to zupa narodowa, gęsta, z mięsem foki albo renifera, ziemniakami i cebulą. Jest sycąca i rozgrzewająca na zimę.
Jest też suszona ryba czy mięso renifera. W porównaniu z polskimi bigosem czy schabowym, mniej przypraw, bardziej naturalne smaki. Na początku szok, ale teraz lubię, zwłaszcza renifera na grillu. Tęsknię za kiełbasą i ogórkami kiszonymi, więc czasem gotuję po polsku z importowanych produktów.
Jak wygląda integracja z lokalną społecznością Inuitów? Czy łatwo nawiązać kontakty z Grenlandczykami?
Grenlandczycy są mili, ale powściągliwi, nie otwierają się od razu, jak Polacy. W Nuuk jest dużo Duńczyków i ekspatów, więc łatwiej. Z Inuitami mam kontakt poprzez pracę i sąsiadów. Uczą mnie szacunku do natury, dzielenia się jedzeniem z polowań. Integracja zajmuje czas, ale jak pokażesz zainteresowanie ich kulturą, np. językiem grenlandzkim czy tradycjami, to drzwi się otwierają.
Polonia jest niewielka, liczy może kilkanaście osób, pracujących głównie w budownictwie czy turystyce. Nie ma oficjalnego stowarzyszenia, ale na Facebooku jest grupa, dzielimy się info o lotach do Polski czy gdzie kupić polskie produkty. Na Wigilię czasem organizujemy wspólną wieczerzę z barszczem z torebki i karpiem z puszki. To pomaga w tęsknocie.
Urocze psy, bez których rdzenni mieszkańcy nie mogą się obejść. Fot. Pixabay.Jak zmiany klimatyczne wpływają na codzienne życie w Nuuk? Czy zauważasz je na własnej skórze?
O tak, mocno. Zimy krótsze, mniej śniegu, więcej deszczu, drogi śliskie, inaczej niż w pierwszych latach po przeprowadzce. Latem jest cieplej, jest też coraz więcej turystów, ale nie brakuje problemów, ponieważ lodowce rozpadają się, a wybrzeże eroduje, więc domy w niektórych miejscach są zagrożone. Polowania są trudniejsze, bo lód później zamarza. Zorze polarne nadal są piękne, ale pogoda staje się mniej nieprzewidywalna. Wszyscy o tym mówią, to część życia tu.
Marek, wielu naszych czytelników marzy o odwiedzeniu Grenlandii. Jakie są według Ciebie najciekawsze miejsca turystyczne w Nuuk i okolicach, które poleciłbyś turystom?
O, to dobre pytanie! Nuuk ma sporo do zaoferowania, mimo że to małe miasto. Na początek obowiązkowo Kolonialny Port (Colonial Harbour), te stare, kolorowe domki nad wodą, kościół Zbawiciela z 1849 roku i dom Hansa Egede, założyciela miasta. To serce starego Nuuk, super na spacer i zdjęcia.
Potem Grenlandzkie Muzeum Narodowe, tam są słynne mumie z Qilakitsoq, tradycyjne kajaki, stroje Inuitów. Naprawdę warto, bo pokazuje całą historię Grenlandii od prehistorii po dziś. A jak ktoś lubi sztukę, to Nuuk Art Museum, nowoczesna grenlandzka sztuka, super kontrast z naturą.
Turyści mogą zobaczyć góry lodowe z bliska. Fot. Pixabay.Latem polecam wspinaczkę na Quassussuaq (Lille Malene) lub Ukkusissaq (Store Malene), góry tuż za miastem, widoki na fiord i Nuuk są niesamowite, 360 stopni panoramy.
No i oczywiście rejsy łodzią po fiordzie Nuuk z górami lodowymi, wielorybami, czasem fokami. To jest hit. Zimą zorza polarna tańczy nad miastem, wystarczy wyjechać trochę za Nuuk, żeby nie przeszkadzały światła.
A jak jest z opieką zdrowotną i edukacją? Czy jako obcokrajowiec masz dostęp do tego samego co Grenlandczycy?
Opieka zdrowotna jest darmowa dla wszystkich mieszkających legalnie, wystarczy numer CPR, jak nasz PESEL. Szpital w Nuuk jest dobry, na poważniejsze rzeczy leci się do Danii. Dentysta jest częściowo płatny, ale ogólnie system duński, solidny.
Ja raz miałem problem z zębem, nie było problemów z leczeniem. Edukacja też darmowa, szkoły po grenlandzku i duńsku. Dzieci nie mam, ale koledzy chwalą, bo klasy nie są liczne, dużo jest aktywności na świeżym powietrzu. Uniwersytet jest w Nuuk, Ilisimatusarfik, ale raczej małe kierunki, większość studiuje w Danii.
Czy uczysz się języka grenlandzkiego? Jak dogadujesz się na co dzień? Po duńsku, angielsku czy grenlandzku?
Już teraz ulice w Nuuk na Grenlandii tętnią życiem. Fot. X.Na co dzień głównie duński i angielski, w pracy duński, w urzędach też, w sklepie mieszanka. Angielski ratuje z turystami i ekspatami. Grenlandzki próbuję, ale to trudny język, polisyntetyczny, słowa długie jak zdania. Znam podstawy: takk, qujanaq (dziękuję), immaqa (może), nazwy jedzenia. Lokalni doceniają, jak spróbujesz, ale nie wymagają. W Nuuk większość mówi po duńsku płynnie.
Co byś poradził Polakowi, który rozważa przeprowadzkę do Nuuk do pracy?
Przyjeżdżajcie z otwartą głową i grubym portfelem na start, bo pierwsze miesiące będą drogie (kaucja, meble). Znajdźcie pracę zanim, bo bez kontraktu wizy nie dostaniecie (dla obywateli UE łatwiej, ale formalności są).
Nauczcie się podstaw duńskiego, to pomaga ogromnie. Przygotujcie się na ciemność zimą i na to, że natura dyktuje tempo. Ale jak lubicie spokój, piękną przyrodę i dobre zarobki, to strzał w dziesiątkę. Ja nie żałuję ani dnia.

Coraz więcej Polaków chce się tam przeprowadzić. Na tej wyspie po zakupy lata się samolotem
Źródło: TwojaPogoda.pl

