FacebookTwitterYouTubeIstagramRSS

Rekordowe fale mrozów i śnieżyce w wielu krajach na świecie. Gdzie się podziało globalne ocieplenie?

Nigdy niewidziane mrozy w Teksasie, lód na arabskiej pustyni, największe od lat śnieżyce w Grecji, a nawet w Egipcie, zaś w Polsce najbardziej mroźno i śnieżnie od 8 lat. Gdzie się podziało globalne ocieplenie?

Fot. Twitter / Piotrek / @Piotrek16102388.
Fot. Twitter / Piotrek / @Piotrek16102388.

No właśnie, co się stało z ociepleniem klimatu? Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, najpierw powinniśmy zrozumieć różnicę między pogodą a klimatem, i chociaż wydaje się, że różnią się one niewiele, to jednak w rzeczywistości różnica jest diametralna.

Pogoda to zmiany stanu atmosfery w krótkiej perspektywie czasowej. Może się ona zmieniać, nawet gwałtownie, nie tylko z dnia na dzień, lecz również z godziny na godzinę. Niepozorne układy atmosferyczne mogą mieć poważne następstwa.

To, że w ciągu 3 dni Polskę nawiedzi powódź, wcale nie oznacza przecież, że klimat stał się nagle znacznie wilgotniejszy niż był do tej pory. Podobnie jest ze śnieżycami i mrozami, które nie oznaczają, że grozi nam epoka lodowa. Ponieważ klimat to zbiór parametrów pogody, uśrednionych na bazie danych z wielu lat.

Kształtują go siły globalne, zmieniające bilans energetyczny atmosfery. W grę wchodzą wahania aktywności słonecznej, zmiany nachylenia osi ziemskiej i oczywiście efekt cieplarniany. Zmiana tych parametrów pociąga za sobą przewidywalne zmiany klimatu.

Zarówno pogodę, jak i klimat możemy porównać do warunków panujących w Tatrach. Jak wiemy, pogoda w górach zmienia się radykalnie, nawet kilka razy dziennie. Dlatego też obserwując pogodę o poranku nie sposób przewidzieć, co zdarzy się po południu.

Może utrzymać się słoneczna aura, ale może się też załamać, mogą utworzyć się chmury burzowe i spaść śnieg, który pokrzyżuje nam plany. O tyle o ile pogodę w Tatrach przewidzieć jest trudno, to prognozowanie klimatu jest przysłowiową bułką z masłem.

Każdy bowiem wie, że w styczniu w najwyższych polskich górach mamy zimę, prószy śnieg i trzyma mróz. Skąd mamy taką pewność? Bo jest tak od tysięcy lat i to się nie zmienia. Może się zmienić pogoda, raz może być gorąco, a raz mroźno, ale klimat ulega zmianom na tyle długodystansowo, że mamy 100-procentową pewność, że nagle, z roku na rok, nie zapanują u nas tropiki i całkowicie zapomnimy o zimie.

Aby jeszcze dokładniej rozumieć różnicę między pogodą a klimatem, spróbujmy odpowiedzieć na pytanie: Jakiej pogody powinniśmy się spodziewać 20 lipca w Warszawie?

Meteorolodzy odpowiedzialni za przewidywanie pogody nie będą w stanie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ jedyne, w miarę wiarygodne prognozy, nie przygotowuje się na więcej niż 16 dni. Jednak, gdy zapytamy o to samo klimatologów, to oni dadzą nam dokładną odpowiedź. Jaką?

Otóż 20 lipca temperatura może się wahać w przedziale od 5 do 40 stopni, a najbardziej prawdopodobne, że od 13 do 25 stopni. Na pewno nie będzie mrozu, na pewno też nie spadnie śnieg. Skąd taka pewność? Bo meteorolodzy, aby przewidzieć pogodę 20 lipca wzięli pod uwagę aktualny stan atmosfery i próbowali zaprognozować jego dalsze zmiany.

Natomiast klimatolodzy posłużyli się danymi klimatologicznymi z ostatnich 30 lat. Wynika z nich, że temperatura oscylowała wówczas w danym zakresie i nigdy poza niego nie wykraczała. Wyznaczono również średnie temperatury. Oczywiście mogą paść rekordy, ale nie będą one znacząco odbiegać od tych już zanotowanych.

Stąd też znacznie prościej jest przewidzieć to, co czeka nas w klimacie w 2050 i 2100 roku, a co za tym idzie, z dużą trafnością prognozować zmiany klimatyczne, aniżeli wytypować w którym tygodniu powinniśmy wziąć wyczekiwany urlop, bo pogoda będzie odpowiednia.

Anomalii pogodowych będzie więcej

Według naukowców fale nietypowych mrozów w Europie to anomalie pogodowe, które mogą pojawiać się, i tu paradoks, tym częściej, im cieplejszy będzie klimat. Wszystko to przez postępujące ocieplanie się Arktyki.

Ciągłe pomiary temperatury powietrza zaczęto prowadzić w Warszawie w 1779 roku, czyli przeszło 240 lat temu. To stąd właśnie wiemy, że klimat w Polsce bez wątpienia ociepla się, ale nie jest to trend jednostajny, według którego każdy kolejny rok miałby być cieplejszy od poprzedniego.

Podobnie jest z zimami, jedne są łagodne (w latach 2014-2016 i 2018-2020), a inne srogie (w latach 2010-2013). Różnice z intensywności zim są w naszym kraju bardzo duże. To, jak je odbieramy, często jest skutkiem pogodowych, a nie klimatycznych anomalii.

Jedną z nich jest tzw. blokada cyrkulacji, o której w mediach usłyszeliśmy w 2006 roku, bo właśnie wtedy dała się nam nadzwyczaj we znaki, przynosząc tęgie mrozy w styczniu i opóźniając nadejście wiosny. Blokada ta była też przyczyną rekordowo upalnego lipca tego samego roku.

Od 2007 roku mieliśmy serię wyjątkowo wczesnych wiosen, bo marce i kwietnie okazywały się nadzwyczaj ciepłe wobec normy z ostatnich 30 lat. Jednak zimy ciepłe już nie były, a wręcz przeciwnie, przynosiły tęższe niż zwykle fale mrozów, jak na przykład w lutym 2012 roku, kiedy na Pomorzu odnotowano najniższe temperatury od 25 lat.

Anomalie temperatury 19 stycznia 2021 roku. Arktyka była wyjątkowo ciepła, szczególnie Grenlandia oraz Archipelag Arktyczny w Kanadzie. Z kolei wschodnia i centralna Europa i cała Rosja były nadzwyczaj zimne. Dane: ClimateReanalyzer.org

Kolejne blokady mieliśmy w marcu 2013 roku, kwietniu 2017 roku i na przełomie lutego i marca 2018 roku, gdy po wyjątkowo ciepłym okresie nagle spadł śnieg i ścisnął mróz. 3 lata temu mieliśmy ostatnią tak dotkliwą blokadę cyrkulacji strefowej. Od połowy stycznia przeżywamy kolejną blokadę cyrkulacji.

W pogodzie występują standardy i jest nim cyrkulacja strefowa, czyli swobodny przepływ układów niżowych przez Europę z zachodu na wschód. Mamy wówczas kilka dni z opadami, w zależności od temperatury, śniegu lub deszczu, a następnie parę dni słonecznej i suchej aury z większym mrozem.

Tak właśnie wygląda typowa zima w naszym kraju. Jednak od czasu do czasu i to niestety coraz częściej, dochodzi do zablokowania tego przepływu niżów przez wyż. W poprzednich takich sytuacjach albo pojawiał się on nad wschodnią Europą, albo nad Skandynawią i Rosją.

Wyż powoduje spychanie prądu strumieniowego, a więc korytarza, którym wędrują niże, bardziej niż zwykle na południe. To oznacza dla nas większy mróz, a dla mieszkańców południa i zachodu Europy, a nawet Bliskiego Wschodu i północnej Afryki, również spore opady śniegu. A co dzieje się w Arktyce, skąd zimne powietrze zostało zepchnięte m.in. nad Polskę?

Anomalie temperatury z ostatniej blokady cyrkulacji w dniu 26 lutego 2018 roku. Arktyka była wyjątkowo ciepła, podobnie jak północna Afryka, Bliski Wschód i południowa Azja. Z kolei Europa i cała Rosja była nadzwyczaj zimna. Dane: ClimateReanalyzer.org

Wcale nie jest jeszcze zimniej, tylko dużo cieplej. Tak było w lutym 2012 roku, tak było w marcu 2013 roku, w kwietniu 2017 roku  tak jest również teraz. W Arktyce temperatura miejscami dochodzi do plus 5 stopni, podczas, gdy w Polsce mieliśmy ostatnio nawet ponad 20 stopni mrozu.

Rozkład temperatury na północnej półkuli przypomina piętrowy tort. Najzimniej jest w Arktyce, a im bliżej równika, tym powinno być cieplej. Z grubsza. Jednak ten układ zostaje zachwiany. Temperatury charakterystyczne dla Arktyki i obszaru polarnego znajdują się u nas, w strefie klimatu umiarkowanego, a te, które powinny być zimą u nas, wędrują do Arktyki.

Biegunem tego nietypowego ciepła są okolice bieguna północnego. Średnia temperatura powietrza jest tam wyższa od normy aż o 30 stopni. To absolutnie spektakularne wydarzenie, które wpisuje się do pogodowych kronik i będzie się wpisywać coraz częściej.

Główną przyczyną jest rekordowe topnienie pokrywy lodowej w Arktyce. W ostatnich latach coraz częściej zdarza się, że zasięg lodu morskiego jest najmniejszy w całej historii pomiarów, które zapoczątkowano w 1979 roku.

Zasięg morskiej pokrywy lodowej na Morzu Arktycznym między wrześniem i styczniem w latach 2012-2021. Fot. NSIDC / NASA.

Niemal pewne jest, że wkrótce padnie kolejny historyczny rekord najmniejszego maksymalnego zasięgu morskiej pokrywy lodowej. Naukowcy są zdania, że uwolniona w ten sposób energia musi się jakoś skumulowana, więc przesuwa za bardzo na południe prąd strumieniowy, a występująca wówczas blokada cyrkulacji zaburza nam pogodę.

Co to oznacza na chłopski rozum? Że jeśli Arktyka nadal będzie się ocieplać w takim tempie, jak obecnie, czyli na największą skalę na tle całego świata, to z wyjątkowo mroźnymi zimami w Europie i na znacznym obszarze północnej półkuli Ziemi, będziemy mieć do czynienia częściej.

Podczas, gdy będziemy się zmagać z 20- lub 30-stopniowymi mrozami, w śnieg będzie docierać do Egiptu, w Arktyce przy ekstremalnym cieple będą się roztapiać wieczne lodowce, i to w samym środku zimy, pod osłoną nocy polarnej. Czy można sobie wyobrazić bardziej niepokojące zjawisko?

Musimy zrozumieć, że ocieplanie się klimatu oznacza wzrost średniej rocznej temperatury, oznacza również, że będziemy świadkami coraz większych anomalii pogodowych. Zimy będą coraz cieplejsze, ale nie oznacza to, że będzie taka każda jedna. I te wyjątki, będą najbardziej nieprzyjemne.

Skąd napływała do nas masa powietrza arktycznego podczas ostatniej blokady cyrkulacji z lutego 2018 roku? Fot. Wetter3.de

Blokady będą się zdarzać również latem, kiedy będą zapewniać albo długie okresy chłodne i deszczowe, które mogą prowadzić do powodzi (tak właśnie było wiosną i latem 2010 roku), albo też długotrwałe fale upałów i susze (jak ta latem i wczesną jesienią 2015 roku, która przyniosła rekordowo niski poziom wody w Wiśle).

Nie można z dużym wyprzedzeniem określić, kiedy ów blokada się powtórzy. Występuje ona średnio raz na kilka lat, ale zdarza się, że kilkukrotnie w ciągu jednego roku. W tym roku może się ona powtórzyć, ale nie musi. Dowiemy się o niej dopiero, gdy trochę dłużej niż zwykle będzie zbyt chłodno, mokro, deszczowo albo sucho. Nie będziemy jednak w stanie określić, jak długo ona potrwa, choć z ostatnich obserwacji wynika, że zazwyczaj 1-2 tygodnie, ale nie dłużej niż miesiąc lub półtora miesiąca.

Nie bez znaczenia jest też ludzka natura, która sprawia, że głośno narzekamy, gdy jest nadzwyczaj zimno. To właśnie wtedy pojawia się najwięcej, zupełnie niepotwierdzonych dowodami teorii, że klimat nagle się ochładza i wszystko skuje lód. Jednak, kiedy jest wyjątkowo ciepło, to fakt ten przemilczamy, bo to nam właśnie odpowiada.

W ten sposób szybko zapomnieliśmy o rekordowo gorącym końcu kwietnia 2012 roku, kiedy w części kraju pojawił się najwcześniejszy upał w dziejach polskiej meteorologii i padły rekordy temperatury. A przecież to zjawisko było równie istotnym przykładem zmian klimatycznych, co wyjątkowe ochłodzenie u kresu zimy. Dlatego zimne anomalie nie są w żadnym razie zaprzeczeniem ocieplania się klimatu, lecz jej najbardziej dosadnym potwierdzeniem.

Liczmy się w przyszłych latach z zimami bardzo ciężkimi i długotrwałymi, jak i wyjątkowo łagodnymi, bo one będą stanowić jeden z bardzo wielu elementów zmian klimatycznych. Klimat umiarkowany, pod którego wpływem znajduje się Polska, sprzyja bardzo zróżnicowanym zjawiskom pogodowym i nie raz jeszcze będziemy tego świadkami.

Zapamiętajmy, że to co dzieje się w tej chwili za naszymi oknami to pogoda, a nie klimat. Ostatnio było lodowato i śnieżnie, ale za kilka dni będzie ekstremalnie ciepło, nawet 20 stopni w cieniu i mogą paść historyczne rekordy temperatury dla lutego.

Źródło: TwojaPogoda.pl

prognoza polsat news