FacebookTwitterYouTubeIstagramRSS

Niepokojące wieści z Islandii. Jedno z najsilniejszych trzęsień ziemi od 30 lat i zbliżająca się erupcja wulkanu

Na Islandii właśnie doszło do jednego z najsilniejszych trzęsień ziemi na tle ostatnich 30 lat. Jakby tego było mało, to jeszcze zbliża się erupcja wulkanu, która może okazać się gwoździem do trumny dla przewoźników lotniczych w obliczu pandemii.

Fot. Pixabay.
Fot. Pixabay.

We wtorek (20.10) o godzinie 15:43 czasu polskiego na Islandii doszło do trzęsienia ziemi o sile M5.6. Jego epicentrum zlokalizowane zostało na Półwyspie Reykjanes, 23 kilometry na południowy zachód od Reykjaviku, stolicy kraju-wyspy.

Drżenie było odczuwane przez kilkanaście sekund przez ponad 120 tysięcy mieszkańców okolicy, która słynie ze wstrząsów i gorących źródeł. Jednak zazwyczaj trzęsienia są niewielkie. Tym razem, jak informuje Biuro Meteorologiczne, ziemia zadrżała wyjątkowo mocno.

To było jedno z najsilniejszych trzęsień ziemi w tej części Islandii na tle ostatnich 30 lat. Od 1991 roku odnotowano tylko 5 trzęsień powyżej M5.0. Po głównych wstrząsie nadeszło kilkadziesiąt wstrząsów wtórnych, największy o sile M4.0.

Nie tylko wstrząs, ale też wulkan

Jakby tego było mało, to jeszcze jeden żywioł nie pozwala spokojnie odetchnąć mieszkańcom Islandii, w tym około 20 tysiącom naszych rodaków, którzy mieszkają i pracują na wyspie. W każdej chwili może wybuchnąć wulkan Grímsvötn.

Świadczy o tym sejsmiczność, która w ciągu ostatniego miesiąca oscylowała powyżej średniej. Wzrasta też aktywność geotermalna, z wyraźnymi oznakami pogłębiania się kotłów w kilku miejscach wokół kaldery.

Ostatnia erupcja tego wulkanu miała miejsce w maju 2011 roku i nastąpiła zaledwie rok po równie silnym wybuchu wulkanu Eyjafjallajökull. Grímsvötn spoczywa pod lodowcem Vatnajökull. 9 lat temu wulkanu wyrzucił popioły zaledwie 6 godzin po tym, gdy grupa wspinaczy poczuła zapach siarki.

Z wiosek położonych u stóp lodowca ewakuowani zostali ludzie, ponieważ zagrażała im powódź roztopowa. Gorące gazy i lawa błyskawicznie roztapiały czapę lodowca, przez co po stokach w kierunku Atlantyku wpływały masy wody, powodujące powódź.

Rychłą erupcją, która może nastąpić już w najbliższych tygodniach, najbardziej niepokoi się branża lotnicza. Ucierpiała ona w wyniku pandemii koronawirusa. Jak twierdzi Simply Flying, erupcja może doprowadzić do poważnych zakłóceń w lotach transatlantyckich i miałaby negatywny wpływ na gospodarkę transatlantycką.

W rejonie Islandii wiedzie bowiem jeden z głównych korytarzy lotniczych między Europą a Ameryką Północną. Jeśli północny wiatr zacznie gnać pióropusz popiołów na południe, to zagrozić on może również ruchowi lotniczemu nad Europą, co miało już miejsce wiosną 2010 roku.

Wtedy wybuchł wulkan Eyjafjallajökull. W Europie wstrzymano aż 100 tysięcy lotów, na lotniskach koczowało 10 milionów podróżnych, co kosztowało europejską gospodarkę aż 5 miliardów euro. W przypadku powtórki problemy finansowe linii lotniczych, w obliczu pandemii, mogą przyczynić się do bankructwa niejednego przewoźnika.

Źródło: TwojaPogoda.pl / vedur.is / Simply Flying.

prognoza polsat news