FacebookTwitterYouTubeIstagramRSS

Turyści weszli na wulkan i wtedy on wybuchł. Jest wiele ofiar. Naukowcy ostrzegali, ale nikt nie słuchał

Nieświadomi niczego turyści zostali zabrani na wyspę, która stała się dla nich śmiertelną pułapką. Na nic zdały się ostrzeżenia naukowców. Kolejny raz żądza zarobku okazała się ważniejsza od bezpieczeństwa ludzi. Doszło do tragedii.

Erupcja wulkanu White w Nowej Zelandii w grudniu 2019 roku. Fot. YouTube.
Erupcja wulkanu White w Nowej Zelandii w grudniu 2019 roku. Fot. YouTube.

W Nowej Zelandii doszło do nagłej i gwałtownej erupcji wulkanu White na wyspie o tej samej nazwie, położonej niecałe 50 kilometrów od wybrzeży Wyspy Północnej, jednej z dwóch głównych wysp tego kraju leżącego na Oceanie Spokojnym.

W momencie erupcji na wulkanicznych stokach znajdowało się około 50 turystów, których los, w pierwszych godzinach akcji ratowniczej, nie był znany. Ratownicy nadal przeczesują wyspę z udziałem łodzi i śmigłowców. Sytuacja jest bardzo trudna, ponieważ magma zbliża się do powierzchni i w każdej chwili może wypłynąć.

Popioły unoszą się na wysokość kilku kilometrów, a następnie opadają na dystansie kilkudziesięciu kilometrów. Służby ratownicze informują, że na wyspie nie widać oznak życia, a to oznacza, że zaginieni turyści zapewne nie przeżyli. Bilans jest tragiczny, ponieważ zginęło 13 osób, a 34 zostały ranne, w tym kilka jest w stanie krytycznym. Wszystkie ofiary doznały poparzeń skóry.

Grupa około 20-30 turystów w momencie erupcji znajdowała się bezpośrednio nad kraterem tego stożkowego wulkanu. Widok musiał być przerażający. Jak wynika z zapisu kamer monitorujących wulkan, turyści rzucili się do ucieczki, ale opadające na nich gorące popioły, poparzyły ich.

W ostatnich latach w okolicy wulkanu dochodziło do serii wstrząsów, które wskazywały, że wkrótce może dojść do erupcji. Naukowcy już w latach 2011-2016 ostrzegali, aby nie zbliżać się do wulkanu. Przed miesiącem podnieśli poziom zagrożenia erupcją.

Jednak lokalni przedsiębiorcy z branży turystycznej za nic mieli ich ostrzeżenia. Wozili na wyspę niczego nieświadomych turystów aż doszło do tragedii. Turyści też nie są bez winy, ponieważ niektórzy wiedzieli o zagrożeniu, ale je zbagatelizowali sądząc, że akurat w tym momencie się to nie stanie.

Wulkan White w Nowej Zelandii z lotu ptaka. Fot. Wikipedia / James Shook.

Wulkanolodzy byli na tyle pewni erupcji, że żaden z nich nie prowadził tam pomiarów fizycznie. Wszystkie badania odbywały się za pomocą samolotów i dronów. W 2013 roku nad krater wulkaniczny dotarł Geoff Mackley, łowca ekstremalnych wrażeń. Już wtedy naukowcy stwierdzili, że nie warto ryzykować życia, nawet dla świetnych zdjęć.

Wulkan pozostaje aktywny od 100 tysięcy lat. Chociaż w latach 2012-2013 dochodziło do niewielkich erupcji, głównie w formie emisji gazów, to jednak największy poprzedni wybuch miał miejsce w 2000 roku, a wcześniej kilkukrotnie w latach 1981-1983. Były emisje popiołów oraz spływy lawy i laharów.

Źródło: TwojaPogoda.pl / TVNZ.

Komentarze

prognoza polsat news