FacebookTwitterYouTubeIstagramRSS

Piorun przyczyną katastrofy lotniczej w Moskwie? Samolot zmienił się w kulę ognia, zginęło 41 osób

W Moskwie doszło do tragedii. Lądujący w trakcie burzy samolot stanął w płomieniach, w których zginęło co najmniej 41 osób. Mimo, że wciąż nie jest znana przyczyna katastrofy, załoga zarzeka się, że było nią uderzenie pioruna. Czy to możliwe?

Fot. Max Pixel.
Fot. Max Pixel.

W niedzielę (5.05) około godziny 18:00, podczas przechodzącej nad Moskwą burzy z ulewnym deszczem, doszło do katastrofy lotniczej. Samolot Suchoj Superjet 100 z niemal 80 osobami na pokładzie, lecący z rosyjskiej stolicy do Murmańska, krótko po starcie miał zostać uderzony piorunem.

Po tym, gdy przestały działać wszystkie systemy elektroniczne, w tym autopilot, piloci zgłosili prośbę o awaryjne lądowanie. Z powodu ulewnego deszczu i znacznie ograniczonej widzialności, lądowanie udało się dopiero za drugim podejściem.

Niestety, maszyna dwukrotnie uderzyła w płytę lotniska, najpierw podwoziem, a następnie dziobem, zaś ogon stanął w płomieniach. Po chwili samolot zmienił się w kulę ognia. Początkowo informowano, że większość pasażerów udało się ewakuować, jednak szybko okazało się, że zginęło ponad 40 osób, a więc co najmniej połowa pasażerów.

Czy możliwe jest, aby do katastrofy lotniczej doszło z powodu uderzenia pioruna? Samoloty codziennie wlatują w chmury burzowe, których wierzchołki sięgają nawet wysokości kilkunastu kilometrów. Choć piloci starają się je omijać, to jednak w strefie międzyzwrotnikowej, gdzie burze są codziennością, nie zawsze jest to możliwe. Szacuje się, że każdy samolot przynajmniej raz w roku jest uderzany przez piorun.

Na początku stycznia w samolot linii Wizzair, startujący z lotniska Gdańsk-Rębiechowo, którego celem miał być Stavanger w Norwegii, uderzył piorun podczas burzy śnieżnej. Pilot podjął decyzję o powrocie na lotnisko w Gdańsku i serwisowaniu samolotu. Nikomu nic się nie stało.

Samolot stanowi swoistą klatkę Faradaya, a to oznacza, że cała energia spływa po poszyciu, nie przenikając do wnętrza maszyny, nie stanowi więc zagrożenia dla pasażerów. To oczywiście reguła, jednak w praktyce raz na bardzo długi czas zdarzają się wyjątki od tej reguły.

Teoretycznie istnieje możliwość, aby przy nieodpowiednim zabezpieczeniu samolotu doszło do przeniknięcia olbrzymiej energii generowanej przez piorun do instalacji elektrycznej maszyny, co może się skończyć pożarem. Na tle historii takich przypadków było zaledwie kilka, i to wyłącznie w samolotach mniej znanych producentów, uważanych za awaryjne.

Pioruny powstrzyma polimer

Nic więc dziwnego, że naukowcy pracują nad wynalazkami, które mają skutki działalności piorunów ograniczyć do minimum. Wśród nich znajdują się badacze z Politechniki Śląskiej, którzy wraz z naukowcami z Warszawy i portugalskiego Porto prowadzą badania nad specjalnym polimerem, którym pokrywane będzie poszycie samolotów.

Najpierw badacze przeprowadzili wielokrotne próby z użyciem sztucznych piorunów. Teraz pracują nad sposobem połączenia kompozytów, z których stworzone jest poszycie samolotu, z wynalezionym polimerem.

Ma lepsze przewodzenie, rozprasza uderzenie pioruna, szkody są mniejsze - wylicza zalety dr Andrzej Katunin z Politechniki Śląskiej.

Nie jest to proste, bo polimer musi być lekki, aby nie obciążać samolotu. Ich będzie trzy razy lżejszy od stosowanych obecnie. To będzie naprawdę duży postęp.

Jeżeli uda się połączyć ten kompozyt, z którego jest robiony samolot, z kompozytem stworzonym przez naszych naukowców, to jest to duża szansa, bo każdy kilogram mniej to więcej paliwa, to większy zasięg - twierdzi Cezary Orzech, ekspert lotniczy.

Polacy muszą się spieszyć, bo po piętach depczą im naukowcy ze Stanów Zjednoczonych i Japonii. Oni także opracowują nowoczesne metody ochrony samolotów przez piorunami. Tymczasem opracowany przez polskich badaczy polimer musi jeszcze przejść wiele testów, które mogą potrwać nawet kilka lat.

Ofiary piorunów na lotniskach

Pioruny uderzają nie tylko w samoloty, ale też w płyty lotnisk, gdzie stanowią poważne zagrożenie dla obsługi. Władze portu lotniczego położonego pod Tampą na Florydzie opublikowały nagranie z kamery ochrony, na którym możecie zobaczyć moment uderzenia pioruna w tylne skrzydło samolotu lokalnych linii lotniczych Sun Country.

Podczas przygotowywania samolotu do startu w pobliżu maszyny znajdowali się dwaj pracownicy lotniska. Jeden z nich naprowadzał samolot z większej odległości, a drugi znajdował się tuż po dziobem. W momencie, gdy piorun uderzył w tylną część maszyny, energia spłynęła do ziemi poprzez koła.

Na powyższym nagraniu widzimy oślepiający błysk przy przednim kole, a więc w miejscu, gdzie stał młody mężczyzna z obsługi. Widzimy, że pada na ziemię, jak długi. Na skutek porażenia energią elektryczną jego mięśnie zesztywniały. 21-letni Austin Dunn miał wyjątkowe szczęście, bo przeżył, jednak doznał bardzo poważnych poparzeń trzeciego stopnia niemal na całym ciele.

W najpoważniejszym stanie znajdowały się jego dłonie, poprzez które piorun przeniknął do ciała mężczyzny. Dunn stracił w nich czucie, doszło do uszkodzenia nerwów. Lekarze stwierdzili też zmiany w mózgu, z którymi mężczyzna będzie się zmagać do końca życia.

Piorunem w samochód

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że każdego roku odbywają się miliony rejsów lotniczych, a każda maszyna zostaje uderzona piorunem, to takie incydenty, jak ten w Moskwie, są rzadkością. Jeszcze rzadziej zdarzają się uderzenia piorunów w samochody.

Dzieje się tak dlatego, że samoloty wlatują w chmury burzowe, wewnątrz których powstają wyładowania elektryczne. Do powierzchni ziemi dociera zaledwie 10 procent wszystkich piorunów powstających w ziemskiej atmosferze.

Mimo to każdego roku błyskawice uderzają w ziemię miliony razy i zdarza się, że trafiają w budynki, drzewa, a nawet auta. Prawdopodobieństwo, że piorun wybierze sobie na ofiarę nasz samochód i nas w nim się znajdujących, wynosi mniej niż 1 do kilkuset tysięcy.

Takie właśnie szczęście w nieszczęściu miał pewien kierowca, który podczas wiosennej burzy podróżował po Melbourne w Australii. Dzięki temu, że coraz większa rzesza kierowców wyposaża się w kamerki, na powyższym nagraniu możemy zobaczyć niezwykle rzadkie zjawisko, gdy piorun uderza w samochód.

Słyszymy przeraźliwy grzmot, a w powietrze wzbijają się szczątki i chmura dymu. Po chwili samochód zatrzymuje się. Czy kierowca poczuł uderzenie pioruna? Nie, był jedynie zaskoczony tym, co się stało. Usłyszał grzmot i błysk, ale nie został porażony.

Ochroniła go konstrukcja samochodu. Podczas uderzenia błyskawicy ładunek elektryczny rozprzestrzenił się równomiernie po jej zewnętrznej części, a następnie rozładował się w miejscu, w którym opony stykają się z powierzchnią ziemi. Chmura dymu powstała właśnie w wyniku gwałtownego spalania się opon, które ostatecznie zostały rozerwane. Ucierpiała zwłaszcza opona na prawym tylnym kole.

Jako, że ładunek elektryczny nie przeniknął do wnętrza samochodu, kierowca nie uległ porażeniu. Zniszczeniu mogła jednak ulec instalacja elektryczna, a więc również cała elektronika, którą dzisiaj naszpikowanych jest większość samochodów. Dalsza jazda była więc niemożliwa.

Wnętrze auta lub samolotu to jedno z niewielu miejsc podczas burzy, gdzie zagrożenie porażeniem przez piorun jest najmniejsze. W samolotach inżynierowie stosują zaawansowane środki ostrożności i wyposażają je w specjalne odgromniki. W samochodach piorunochronów jeszcze się nie instaluje i to sprawia, że wystarczy dłuższa antena, aby ściągnąć błyskawicę.

Źródło: TwojaPogoda.pl

prognoza polsat news