FacebookTwitterYouTubeIstagramRSS

Fiasko szczytu klimatycznego? Mocarstwa ani myślą płacić setki miliardów dolarów rocznie

Szczyt klimatyczny w Katowicach dobiega końca, tymczasem globalne porozumienie ws. ograniczenia emisji dwutlenku węgla i przeciwdziałania skutkom globalnego ocieplenia nadal nie zostało podpisane. Blokują je największe państwa.

Fot. Max Pixel.
Fot. Max Pixel.

Nic nie wskazuje na to, aby szczyt klimatyczny w Katowicach miał się zakończyć sukcesem. Chodzi oczywiście o gigantyczne pieniądze. To co najmniej 100 miliardów dolarów rocznie ze środków publicznych i prywatnych, które kraje rozwinięte miałyby płacić krajom rozwijającym się na działania proklimatyczne i adaptacyjne.

Przedstawiciele najbogatszych państw nie chcą się zgodzić na rozróżnienie krajów rozwiniętych i rozwijających się. Podważają tym samym zamysł, aby bogate kraje pomagały ubogim zmierzyć się ze skutkami zmian klimatycznych.

Kością niezgody są również inne drastyczne rozwiązania, które miałyby powstrzymać emisję gazów cieplarnianych. Mowa głównie o sporze o ilość stopni Celsjusza powyżej temperatury sprzed ery przemysłowej. Według jednych ekspertów klimat wymknie się spod kontroli, gdy ocieplenie osiągnie 1,5 stopnia, a według innych dopiero 2 stopnie.

Jednak wiele krajów położonych poniżej poziomu morza, które w wyniku roztapiania się lądolodów zaczną być zalewane, alarmuje, że te 0,5 stopnia więcej wystarczy, aby nie było dla nich ratunku. Różnica z pozoru niewielka, jednak koszty dla gospodarek niewyobrażalne.

Fot. Max Pixel.

Gwóźdź do trumny przybijają cztery kraje, które zawiązały nieformalne porozumienie przeciwko ustaleniom szczytu. Arabia Saudyjska razem ze Stanami Zjednoczonymi, Rosją i Kuwejtem skutecznie blokują stworzenie, a co dopiero podpisanie, katowickiego porozumienia.

Odrzucają ambitny plan, aby do 2030 roku zredukować emisję gazów cieplarnianych aż o 45 procent w stosunku do ich poziomu z 2010 roku. Tymczasem wszystkie cztery państwa wyemitowały w 2015 roku 7,5 miliona ton dwutlenku węgla. To dwukrotnie więcej niż cała Unia Europejska i aż 25 razy więcej niż Polska.

Rodzi się zatem pytanie, dlaczego mniej zamożne kraje miałyby brać na siebie olbrzymi ciężar ograniczania emisji CO2 i przekazywać środki krajom rozwijającym się, osłabiając jednocześnie swoją gospodarkę, podczas, gdy mocarstwa nadal będą emitować tyle, ile zechcą, w dodatku nic za to nie zapłacą.

Poza wspomnianymi wcześniej 100 miliardami dolarów rocznie należy doliczyć jeszcze co najmniej 6,5 miliarda dolarów, które według raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), będziemy musieli wydać, aby ograniczyć emisję CO2.

Te koszty za chwilę mogą uderzyć nas po kieszeni, ponieważ za sprawą gwałtownego podniesienia cen uprawnień do emisji CO2, mogą wzrosnąć ceny prądu w Polsce. Nawet jeśli ministerstwo energii zrekompensuje przeciętnemu Kowalskiemu tę podwyżkę tak, aby zupełnie jej nie odczuł, to jednak koszt rekompensat dla budżetu państwa, a więc pośrednio także dla nas samych, może sięgnąć nawet 4-5 miliardów złotych.

Tymczasem naukowcy popędzają i alarmują, że na działania mamy tylko 12 lat. Później zmiany klimatyczne będą już nie do powstrzymania, i to na całe stulecia. Olbrzymia presja wywierana jest również na polski węgiel.

Pewnym głosem rozsądku w tym chaosie jest wypowiedź Patricii Espinosy, sekretarz wykonawczej Ramowej Konwencji ONZ ws. Zmian Klimatu (UNFCCC), która w wywiadzie dla RMF24.pl stwierdziła, że transformacja, nad którą debatujemy, przewiduje fazę przejściową, a ta faza przejściowa musi być przygotowana w sposób, który będzie do przyjęcia dla wszystkich zaangażowanych stron.

Fot. Max Pixel.

Według niej to oznacza decyzje nie tylko w sferze gospodarki, ale też wszelkie inne, które sprawią, że ludzie będą częścią tych procesów transformacji, a nie ich ofiarami:

My mówimy o przemianach dla dobra całej ludzkości, wszystkich ludzi. Trudno powiedzieć, że mamy już recepty dla każdego kraju, każde państwo musi znaleźć swoje najlepsze sposoby postępowania. Usłyszeliśmy właśnie, że powstała komisja, która zajmie się opracowaniem najlepszych procedur rezygnacji z węgla w Niemczech. Jest wiele różnych ścieżek. Pracujemy nad międzynarodowym porozumieniem, które uruchomi wiele narzędzi wsparcia tych przemian w różnych krajach. To polski rząd i polscy obywatele zdecydują, jak dokonywać tych zmian. Dla mnie bardzo ważny jest fakt, że mamy świadomość konieczności tych zmian. Dla wspólnego dobra te przemiany powinny zostać jednak przeprowadzone w sposób możliwie najlepszy indywidualnie dla każdego. Są instrumenty, by te fazę zmian wspierać - powiedziała Patricia Espinosa.

Aby na koniec konferencji, która kosztowała polski budżet 200 milionów złotych, globalne „Porozumienie Katowickie” mogło zostać osiągnięte, potrzebne jest sygnowanie go przez wszystkie 197 krajów. Wystarczy, aby jedno państwo nie zgodziło się z jego założeniami, a cały wysiłek pójdzie na marne.

Oczywiście pozostałe kraje mogą je wdrażać na własną rękę, jednak nie będą do tego zobligowane, a ich wkład nie będzie monitorowany. W obliczu takich mocarstw, jak USA i Rosja, które emitują największe ilości dwutlenku węgla, reakcja mniejszych krajów niewiele zmieni w kwestii klimatu.

Fot. Max Pixel.

Tymczasem dotychczasowe „Porozumienie Paryskie” z grudnia 2015 roku zostało podpisane przez 184 kraje. Organizowana w Katowicach konferencja, jak sama nazwa COP24 wskazuje, jest już 24. podczas której dyskutowane są kwestie dotyczące klimatu.

Poza spotkaniem z 1997 roku, gdy powstał słynny „Protokół z Kioto”, nie udało się osiągnąć żadnego satysfakcjonującego porozumienia, które podpisane byłoby przez niemal wszystkie kraje. Tymczasem same konferencje klimatyczne od 1995 roku kosztowały już dobre kilka miliardów złotych.

Źródło: TwojaPogoda.pl / RMF24 / ONZ.

Komentarze

prognoza polsat news