Tak źle, i tak nie dobrze, były rekordowe upały, a teraz nadejdzie wyjątkowa zimnica. Nad naszą częścią kontynentu doszło do przebudowy cyrkulacji atmosferycznej. Powietrze nie płynie już z dalekiego południa, lecz z północy, a dokładniej znad Grenlandii.
Przez następny tydzień temperatury za dnia będą średnio o kilkanaście stopni niższe od tych notowanych podczas fali upałów. Termometry popołudniami będą wskazywać przeważnie od 20 do 23 stopni. Są to wartości uznawane za najbardziej komfortowe dla większości z nas.
Jest jednak jedno ale, ponieważ taka temperatura przyjemna jest przy większych rozpogodzeniach, tymczasem niemal codziennie w różnych regionach kraju spodziewamy się opadów, zarówno ciągłych, jak i przelotnych, w dodatku będzie mocno wiać, w porywach do 50-60 km/h.
To oznacza, że temperatura odbierana przez receptory zawarte w odsłoniętych obszarach naszej skóry odczuwały nawet o 5 stopni mniej w porównaniu ze wskazaniami termometrów. Bez cieplejszego odzienia możemy się wychłodzić i narazić na przeziębienie.
Jednak najgorzej będzie wieczorami, nocami i o porankach, gdy w masie polarno-morskiej pojawią się większe rozpogodzenia. Wówczas ciepło z gleby będzie intensywnie promieniować, a temperatura gwałtownie spadać. Prawie wszędzie prognozujemy poniżej 10 stopni.
Ochłodzenie pogłębi się w przyszłym tygodniu, zwłaszcza w jego połowie, kiedy temperatury minimalne w większości regionów Polski będą spadać do zaledwie 5-7 stopni, a przy gruncie poniżej 5 stopni. W oczekiwaniu na tramwaj lub autobus do pracy możemy zmarznąć.

Rowerem powyżej jeziora. Poczujesz jakbyś latał nad wodą
Cieplej zrobi się dopiero pod koniec przyszłego tygodnia, kiedy spodziewamy się powrotu gorących mas powietrza, które zapewne przyniosą nam kolejną falę skwaru. Wykorzystajmy ten okres przejściowy na aktywności na świeżym powietrzu.

