FacebookTwitterYouTubeIstagramRSS

Rosyjscy naukowcy są pewni. Nadchodzi globalne ochłodzenie

Globalne ocieplenie dobiega końca, a jego miejsce już za 5 lat zajmie globalne ochłodzenie - takie rewelacje głosi jeden ze znanych rosyjskich naukowców, który od lat zajmuje się badaniem klimatu na Syberii. Skąd wyciągnął tak zaskakujące wnioski?


​Fot. Pixabay.com

Dr Nikołaj Zawaliszyn, kierownik Zakładu Hydrometeorologii i Badań Środowiska w Syberyjskim Regionalnym Hydrometeorologicznym Instytucie Badawczym w Nowosybirsku, twierdzi, że globalne ocieplenie dobiega już końca. Jeszcze przez około 5 lat średnia globalna temperatura będzie rosnąć, osiągając maksymalnie 1,1 stopnia powyżej średniej wieloletniej.

Od 2022 roku temperatura zacznie spadać, co według naukowca ma być początkiem globalnego ochłodzenia. Co ciekawe, odwrócenie trendu temperatury nastąpi bez względu na to, czy emisja gazów cieplarnianych nadal będzie rosnąć, ponieważ według Zawaliszyna globalne ocieplenie nie ma związku z antropogenicznym (wywołanym przez człowieka) wzrostem globalnej temperatury na skutek emisji dwutlenku węgla.

Według rosyjskiego badacza wahania temperatury są zjawiskiem naturalnym i cyklicznym. Każdy cykl składa się z 10-letnich szybkich ociepleń oraz następującym po nich 50-letnim cyklu powolnego, ale systematycznego ochładzania się. Skąd taki wniosek?


​Fot. Pixabay.com

Otóż naukowiec w ciągu ostatnich 10 lat zamieścił kilka publikacji na temat związku promieniowania słonecznego z temperaturą na Ziemi. W publikacji z 2014 roku podjął temat rekonstrukcji średniorocznego albedo Ziemi, w tym optyki atmosfery i oceanu. Opisał tam zależność temperatury powietrza od stopnia odbijania się promieni słonecznych (albedo) od ziemi i powierzchni morza.

Zawaliszyn nie jest pierwszym naukowcem, który wiąże globalne ocieplenie z aktywnością słoneczną. Prognozowany na następne dekady systematyczny spadek tej aktywności ma spowodować obniżanie się średniej globalnej temperatury.

Podobne wnioski w ostatnim czasie wyciągnęli również badacze z Obserwatorium Meteorologiczno-Fizycznego Davos (PMOD), Federalnego Instytutu Ekologii, Oczyszczania i Ochrony Wód (EAWAG) oraz Uniwersytetu Berneńskiego w Szwajcarii.

Z badań sfinansowanych przez szwajcarską Narodową Fundację Naukową wynika, że dalszy spadek aktywności słonecznej, który może potrwać przez następne 50-100 lat, może spowodować globalne ochłodzenie o około 0,6 stopnia.


Fot. NASA.

Jeśli porównać to do wzrostu średniej globalnej temperatury o 0,74 stopnia w latach 1906-2005, to oznacza to, że ochłodzenie mogłoby niemal całkowicie skompensować dotychczasowe ocieplenie klimatu spowodowane, jak twierdzi większość naukowców, działalnością człowieka.

Według Wernera Schmutza, głównego autora badania, jeśli prognozy z modelu komputerowego się potwierdzą, to czekają nas bardzo mroźne zimy, przynajmniej w Europie... Dowiedz się więcej

Jednak zdecydowanie najwięcej naukowców negujących dalsze ocieplanie się klimatu pochodzi z Rosji. Należy do nich profesor matematyki Walentyna Żarkowa z Uniwersytetu Northumbria w Anglii, która twierdzi, że zgodnie z jej obliczeniami między 2020 a 2050 rokiem czeka nas małe zlodowacenie, podobne do tego, z którym Europejczycy zmagali się od szesnastego wieku przez kolejne 400 lat.

Mowa jest o tzw. Małej Epoce Lodowej, która była ostatnim chłodnym okresem holocenu i jednocześnie najgłębszym z wszystkich pozostałych. Podczas jej panowania były okresy bardzo zimne, jak i cieplejsze, podobne do dzisiejszych.

Ogólny trend był oczywisty, średnia temperatura była o 1 stopień niższa od tej notowanej podczas średniowiecznego ocieplenia. To wystarczyło, aby w Polsce podczas półrocznych zim temperatura spadała do minus 40-50 stopni.


Zamarznięta Tamiza w Londynie w 1684 roku.

1829 był na ziemiach polskich najzimniejszym rokiem w całej historii pomiarów. Tylko jeden miesiąc, wrzesień, zapisał się ciepło. Pozostałe miesiące były bardzo zimne, a tylko jeden lekko zimny. Było równie zimno, co obecnie na zachodniej Syberii.

Lód pokrywał znaczną część Bałtyku, ale tylko w okresie zimowym i nie w każdym roku. O tyle, o ile danych o zamarzaniu naszego morza jest niewiele, to dysponujemy sporą wiedzą na temat zamarzania Tamizy w Londynie.

Od czternastego do dziewiętnastego wieku rzeka ta całkowicie pokrywała się lodem przez około 25 zim, czasem co kilkanaście lat, ale częściej co kilkadziesiąt. To dowód na to, że nawet podczas Małej Epoki Lodowej potrafiło być dość ciepło.

Jednak podczas najbardziej surowych zim sytuacja była opłakana, bo rzeka ścięta była lodem o grubości blisko 30 cm. Tak było zimą z przełomu 1683 i 1684 roku, kiedy na zamarzniętej Tamizie otwierano jarmarki.


Fot. Pixabay.com

Nie tylko Żarkowa jest przekonana o nadciągającym wielkim ochłodzeniu klimatu. Wtóruje jej i to od prawie 10 lat jej rosyjski kolega Chabibułło Abdusamatow, szef astronomicznego wydziału Rosyjskiej Akademii Nauk. Według niego ma się ono rozpocząć w najbliższych latach, a swoje apogeum osiągnie w 2055 roku, choć zastrzega, że próg błędu to nawet 11 lat.

Rosyjski naukowiec jest zagorzałym przeciwnikiem teorii wskazujących na człowieka, jako główną przyczynę ocieplania się klimatu. Według niego winne jest promieniowanie słoneczne oraz inne czynniki pochodzące z przestrzeni kosmicznej.

Chabibułło Abdusamatow swoje racje przedstawiał niejednokrotnie na różnych konferencjach klimatycznych. Niektóre z nich dają do myślenia, jednak ta podstawowa, dotycząca aktywności słonecznej wciąż nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości. Czy to się wkrótce zmieni?

prognoza polsat news