21-02-2012, 16:16
Samochody zamiast wałów powodziowych
Zobacz więcej w kategorii: Podtopienia i powódź
Według kontroli NIK-u stan obwałowania Odry jest w opłakanym stanie. Może nasi inżynierzy powinni skorzystać z pomysłów Amerykanów z lat 50., którzy umacniali brzegi nieuregulowanych rzek samochodami.
W wielu częściach Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza wzdłuż rzek i potoków spotkać można setki porzuconych szkieletów starych samochodów.
Nie świadczy to jednak o braku poszanowania środowiska naturalnego przez Amerykanów. Złomowiska przy ciekach wodnych to wynik nieudanego eksperymentu rozpoczętego w latach 50-tych ubiegłego wieku.
Rolą samochodów, a właściwie samych samochodowych karoserii było umacnianie brzegów nieuregulowanych rzek, co zapobiec miało ich erozji.
W ten sposób wzdłuż większych i mniejszych rzek, jeden przy drugim ustawiano wraki, które powstrzymać miały naturalny proces działania wody na teren.
Zjawisko to w pewnym momencie osiągnęło tak dużą skalę, że taki sposób umacniania brzegów zaczęto nazywać "nasypami z Detroit”.
Nazwa ta nie wywodziła się od lokalizacji pierwszej budowli tego typu, a z powodu pochodzenia samochodów, z których większość produkowana była amerykańskiej stolicy motoryzacji jaką było Detroit.
Mimo tego, że technologia ta jest znacznie tańsza niż na przykład zbrojenie brzegów głazami nasypowymi czy innymi materiałami, to głównie ze względów estetycznych nie jest już ona praktycznie stosowana.
Jednak pamiątki w postaci zalegających na brzegach czy w korytach rzek wraki są przetrwały do dnia dzisiejszego. To co miało zabezpieczać okoliczne tereny dziś szpeci je i przypomina klimat z postapokaliptycznych filmów. Zobaczcie poniżej.
Wracając jednak do tematu fatalnego stanu wałów zabezpieczających miejscowości położone nad Odrą przed powodzią, wciąż opóźnia się realizacja planu "Program dla Odry 2006". Stan ponad 30 procent wałów jest fatalny, wciąż nie zbudowano zbiornika retencyjnego.
Po powodzi tysiąclecia z 1997 roku władze były pewne, że kolejna taka powódź zdarzy się nie wcześniej niż za dziesiątki lat, dlatego przeprowadzenie programu wciąż opóźniano. Podczas powodzi w 2010 roku o mały włos doszłoby do katastrofy.
To świadczy o tym, jak bardzo bagatelizujemy zagrożenia, a przecież powodzie są obecnie najbardziej kosztownym kataklizmem w naszym kraju. Czy musimy czekać do kolejnej powodzi tysiąclecia, abyśmy się czegoś wreszcie nauczyli? www.twojapogoda.pl















Dodaj komentarz