02-02-2012, 18:02
Koniec świata 2012: Zima nuklearna
Zobacz więcej w kategorii: Wiadomości
Chyba każdemu jest znana przepowiednia, że w 2012 roku świat się skończy. Nie wiemy tylko jak to będzie dokładnie wyglądać i czy rzeczywiście cała planeta ulegnie zniszczeniu czy tylko jej część. Postanowiliśmy przywołać kilka przykładów kataklizmów na olbrzymią skalę, które mogą zmienić dotychczasowy wizerunek świata, choć nie do końca go ostatecznie zniszczyć.
Pojęcie końca świata jest rozumiane bardzo różnie. Dla jednych to całkowite unicestwienie naszej planety, a dla innych oznacza jedynie zmianę dotychczasowego ładu. Pewne jest, że niewiele kataklizmów mających miejsce na Ziemi może w pełni ją zniszczyć.
W większości przypadków destrukcji uległaby jedynie jej część, a więc w innych regionach, gdzie klęska by nie dotarła, życie mogłoby się toczyć w miarę spokojnie, choć oczywiście reperkusje gospodarcze z pewnością by się pojawiły.
Poniżej jeden z kilku przykładów kataklizmów na dużą skalę, które mogłyby doprowadzić do wieszczonego od dłuższego już czasu końca świata w 2012 roku. Oto co może dla nas przygotować natura i jakie będą tego konsekwencje.
5. Zima nuklearna:
A gdyby doszło do III Wojny Światowej z użyciem atomowego arsenału? Teoretycy są zdania, że mielibyśmy wówczas do czynienia ze zjawiskiem, które określono jako "zima nuklearna".
Po wybuchu wielu bomb atomowych do ziemskiej atmosfery wzbiłyby się całe chmury sadzy, która uniemożliwiłaby promieniom słonecznym na dotarcie do powierzchni ziemi.
W mrokach niekończącej się nocy systematycznie obniżałaby się temperatura powietrza. Rośliny nie mogłyby utrzymać procesu fotosyntezy, a co za tym idzie nastąpiłby upadek rolnictwa i świat pogrążyłby się w klęsce głodu.
Jak wynika z ostatnich symulacji naukowców z NASA do zimy nuklearnej mogłoby doprowadzić użycie zaledwie 100 głowic z wszystkich dziesiątek tysięcy, jakie posiada kilkanaście krajów. Wówczas średnia temperatura obniżyłaby się o 1,25 stopnia, a miejscami o 3-4 stopnie, w tym również w Europie.
To oznaczałoby, że zimą mrozy rzędu 20-30 stopni byłyby w Polsce czymś normalnym, a o odwilżach przez przynajmniej 4 miesiące moglibyśmy zapomnieć. Jednocześnie suma opadów deszczu i śniegu uległaby redukcji o około 10 procent.
Nie jest to bardzo dużo, ale wystarczy, aby zimy były jeszcze suchsze niż są obecnie, a w porach letnich występowały długotrwałe susze. Zmniejszyłaby się liczba i intensywność burz i huraganowych wiatrów, ponieważ zróżnicowania temperatury powietrza byłyby znacznie mniejsze niż obecnie, a przy tym parowanie oceanów byłoby osłabione.
Klimat potrzebowałby około 10 lat na powrót do stanu sprzed wojny nuklearnej. Oczywiście przez tak długie lata większość ludzkości wyginęłaby z głodu, braku dostępu do źródeł czystej wody pitnej, nie wspominając o zniszczeniu wszelkiej infrastruktury.
Równie duże zagrożenie, tym razem już nie wynikające z ingerencji ludzkiej, stanowią masowe wybuchy wulkanów. Mogłyby one doprowadzić do zimy wulkanicznej. Tutaj jednak pojawia się znacznie więcej wątpliwości, ponieważ dotychczas nie wystąpiła w spisanej historii sytuacja jednoczesnej erupcji więcej niż kilku wulkanów o znacznej sile.
Jednak gdyby owe zjawisko wystąpiło, to atmosfera wypełniłaby się popiołem, który jest jeszcze gęstszy niż sadza. Jednak duże erupcje, jak wulkanu Pinatubo w 1991 roku, miały wpływ na klimat tylko miejscami.
Mimo iż temperatura powietrza obniżyła się to jednak nie we wszystkich regionach i nie zawsze na taką samą skalę. Naukowcy wciąż podtrzymują teorię, że za wielkimi wymieraniami gatunków w przeszłości stały gigantyczne erupcje wulkaniczne. Brak jednak niezbitych dowodów.
Kolejne możliwości końca świata już wkrótce opiszemy w następnych artykułach z tej serii. www.twojapogoda.pl
>>> Przeczytaj wszystkie artykuły z tej serii








Dodaj komentarz