6 marca 2011, 00:10

Mały armageddon w Legnicy 23 lipca 2009

Chciałbym opisać swoje wrażenia oraz spamiętane relacje znajomych i obcych osób spotkanych niedługo po przejściu nawałnicy, która nawiedziła Legnicę 23 lipca 2009 roku.

Feralnego dnia w Legnicy do godziny 12 bardzo mocno operowało słońce, co bardzo szybko podniosło temperaturę (w moim odczuciu do ponad 30 stopni w cieniu). W południe niebo nad miastem zasnuły niegroźne chmury średniego lub wysokiego piętra. Słońce z rzadka się przez nie przebijało. Było ciepło, ale nie upalnie. Około godziny 17 znacznie się przejaśniło i zrobiło się cieplej. Było coraz duszniej. Pociłem się nawet nie wykonując żadnego większego ruchu. Niestety, głupota znów wzięła górą. Dzień wcześniej, a później w dniu nawałnicy, gdy byłem na basenie, umówiłem się z wieloma osobami, że ok. godziny 18 zbierzemy się na boisku i zagramy mecz.

Przed wyjściem zajrzałem na portal twojapogoda.pl, gdzie wystosowano ostrzeżenie przed gwałtownymi burzami, jednak miałem nadzieję, że to nas ominie. Wychodząc spojrzałem na niebo, daleko na horyzoncie zbierały się jeszcze niezbyt ciemne chmury, ale z doświadczenia wiedziałem w głębi duszy, że coś do nas idzie. Dotarłem na boisko, jednak na parę osób musieliśmy poczekać ok. 10-15 minut. Każdy był zniecierpliwiony i chciał pograć, mimo, że zaczęliśmy dostrzegać bardzo ciemne chmury na horyzoncie. W końcu wszyscy się zebrali i zaczęliśmy grać.

Wiatr niemal ustał i zrobiło się parno. Coraz bardziej nerwowo spoglądaliśmy na południowy zachód, gdzie widać było coraz większe połacie złowrogich chmur, które wydawały się powoli do nas zbliżać. Po paru minutach spostrzegliśmy, że chmury zbliżają się znacznie szybciej, niż przypuszczaliśmy. Wyraźnie było już widać potężny wał chmurowy, coraz to szybciej wędrujący w naszą stronę. Gdy piłka wylatywała na aut, wszyscy spoglądali w stronę zbliżającej się nawałnicy, jednak nikt z nas nie przeczuwał tego, co miało się stać. Rozmawiając wyszliśmy z założenia, że po prostu spadnie niezła ulewa i po niej może dokończymy grę, a już na pewno zdążymy się schować.

Kompletnie zmyliło nas to, że nie było widać błyskawic, ani nie było słychać żadnych grzmotów, a wiatr był dość spokojny. Jednak jestem pewien, że każdy, kto spoglądał na imponujących rozmiarów wał chmurowy, który jakby coraz to szybciej się zbliżał, czuł niepokój.

W momencie, gdy wał znalazł się nad naszymi głowami zerwał się bardzo silny wiatr. Kurz i małe kamyczki wlatywały nam do oczu i do ust, a inne uderzały nas w nogi z taką siłą, że odczuwaliśmy ból i podskakiwaliśmy niczym na filmach, gdy ktoś komuś strzela przed stopami i każe tańczyć. Nagle ujrzeliśmy, że z linii energetycznych lecą na całe boisko iskry. Wszyscy zaczęli przerażeni uciekać w przeciwną stronę. Nie jestem do końca pewien, czy wynikło to ze skrzyżowania się linii czy też to był moment, kiedy spadło na nie drzewo (dopiero po nawałnicy zobaczyłem je na tych liniach), bo byłem w zbyt dużym szoku.

Z niedowierzaniem patrzyłem, gdy uciekając przed iskrami widziałem obok siebie piłki, które gnane wiatrem wręcz mnie wyprzedzały. Gdy już iskry na nas nie leciały, każdy wrócił po swoje rzeczy. Złapałem swoje rzeczy i rower, w międzyczasie krzycząc do kolegów gdzie mają biec, (do tych, co pierwszy raz byli na tym boisku) i sam co sił w nogach pobiegłem pod małą wiatkę przylegającą do szkoły. Część osób pobiegła dalej, ja z kolegą wolałem się już nie ruszać. Mimo tego, że kamyczki nadal nalatywały mi do oczu starałem się obserwować przerażający spektakl dziejący się wokół nas. Chciałem się podzielić wrażeniami z kolegą, lecz wiatr wiał tak strasznie mocno, że trzeba było krzyczeć, więc za dużo nie mówiłem.

Z dachu i ścian szkoły zaczęły zlatywać spore kawałki tynku, które bardzo głośno uderzały w dach wiaty. Gdybym spróbował wychylić głowę z wiaty zapewne dostałbym w głowę. Zaczynało być coraz niebezpieczniej i zdecydowaliśmy się pobiec do lepszej kryjówki. Było to wejście do piwnicy, gdzie znajdowały się szatnie, a nad nim były schody wejściowe do szkoły. Spoglądałem w miejsce, gdzie wydawał mi się najmocniejszy, gdy nagle na Al. Rzeczypospolitej spadło pokaźnych rozmiarów drzewo. O niesamowitym szczęściu może mówić kierowca, który dosłownie dwie sekundy wcześniej przejeżdżał przez miejsce, w którym upadło drzewo.

Kawałek dalej zatrzymał się i na chwilę wysiadł z samochodu. Chyba nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. W naszej kryjówce zebrało się ok. 10 osób. Gdy drzewo upadło wyskoczyliśmy z niej na chwilę, by zobaczyć, czy przypadkiem drzewo nie spadło na jakiś inny samochód i pomóc ewentualnej ofierze, ale pobieżnie się orientując szybko wróciliśmy z powrotem, bo wiatr nieustannie wiał z ogromną siłą, a dodatkowo niemal poziomo padający deszcz też dawał się mocno we znaki. Co ciekawe padać zaczęło dopiero po paru minutach od rozpoczęcia wichury. Widziałem większe ulewy, ale padało bardzo mocno. Pierwsze błyski zauważyłem po ok. 10 minutach, lecz grzmoty usłyszałem po raz pierwszy dopiero, gdy wiatr znacząco zelżał.

Po przejściu nawałnicy wyszliśmy z naszej kryjówki. Zobaczyliśmy oprócz wspomnianego drzewa wiele połamanych gałęzi. Ze szkoły pospadało wiele rynien, poza tym leżało wiele kawałków tynku. Część osób udała się do domu, a ci, co zostali zabrali się za udrażnianie ruchu i uprzątnięcie drzewa. W obu kierunkach utworzył się długi korek. Jeden z kolegów pobiegł na początek pierwszego korka, ja na początek drugiego, trzeci przekazywał nam sygnały. Było to konieczne, gdyż nieszczęśliwie na początkach obu zatorów znalazły się autobusy miejskie i tiry. Został tylko skrawek jezdni i kawałek chodnika. Przejechać tam mogły tylko samochody, a i tak co niektóre trzeba było przepychać, bo klinowały się na jednej z gałęzi. Po paru minutach przyjechał bus wraz z trzema mężczyznami z okolicznego bloku. Jeden z nich miał piłę. Rozpoczęło się uprzątanie drogi. Dwaj mężczyźni i jeden z moich kolegów wrzucali większe gałęzie do busa, a mniejsze na drugi chodnik, który i tak był już totalnie zablokowany przez drzewo.

Dwaj pozostali kierowali ze mną ruchem. Gdy już jeden pas ruchu był uprzątnięty ruch odbywał się płynniej, gdyż mogły przejechać autobusy i tiry, więc jeden z kolegów poszedł pomagać z usuwaniu drzewa. Przyszedł też starszy pan, który mnie zastąpił. Poszedłem przypilnować naszych rowerów i rzeczy, gdyż zaczęło się zbierać coraz więcej gapiów. Dwie lub trzy osoby przyłączyły się do pomocy przy drzewie, reszta obserwowała wydarzenia lub robiła zdjęcia.

Nawałnica trwała ok. 15 minut. Potem wszystko ucichło, deszcz leciutko kropił z nieba, co jakiś czas się błysnęło i było słychać grzmoty. Ulica wyglądała jak po wojnie. Później udałem się do parku miejskiego, gdzie zastał mnie wstrząsający i przerażający widok. Na usta cisnęły się tylko jedne słowa - park przestał istnieć... Bez większej przesady można stwierdzić, że spadło od 30 do 50% drzew (a może i więcej), w większości bardzo wysokich. Te, które się nie złamały były prawie pozbawione swych koron. Wyglądało to tak, jakby przeszło przez park tornado i tak była też moja pierwsza myśl. Potem brałem pod uwagę (o ile to nie była trąba powietrzna), że mieliśmy do czynienia z jakimś lądowym szkwałem.

W pobliżu parku na ulicach leżało mnóstwo drzew, które przygniotły wiele samochodów. Na ulicach leżało mnóstwo dachówek, wiele z nich powybijało szyby w samochodach. Z paru budynków zerwało dachy, w tym warto wymienić budynek przy Jaworzyńskiej 8, gdzie zerwało dach i rzuciło go na zaparkowane koło niego samochody. Znając bilans ofiar i miejsca, gdzie zginęły oraz biorąc pod uwagę szybkość, z jaką dotarła nawałnica trzeba uznać za cud, że nikt nie zginął w parku i w jego pobliżu. Patrząc na park i drzewa, które leżą jedne koło drugiego nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co ja bym zrobił, gdybym był w tym miejscu. Chyba z bezsilności położyłbym się pod jakąś ławką, zamknął oczy i wyczekiwał na cud i koniec nawałnicy. Do domu wróciłem głęboko poruszony, bo nasz piękny park stał się jednym wielkim pobojowiskiem.

Na moim osiedlu (ok. 0,5-1 km od parku) nie było zbyt wielu strat, bo i też nie rośnie zbyt wiele wysokich drzew, jednak prądu nie miałem przez 26 godzin. Mój dom i podwórko wyszło niemal bez szwanku, co najwyżej na ziemi leżało parę gałązek, jednak z relacji mojej mamy wiem, że wiało tak mocno, że nigdy w życiu czegoś takiego nie widziała, a orzech tak mocno się przechylał, iż spodziewała się, że zaraz się połamie. Choinki wyginały się aż do ziemi. Im bliżej parku tym większe zniszczenia. Mimo, że w całym mieście bardzo mocno wiało, to chyba osiedlem Tarninów, Parkiem Miejskim i okolicami cmentarza i os. Kopernik przeszedł najsilniejszy "nurt" nawałnicy, być może nawet trąba powietrzna.

A oto parę spamiętanych relacji z przebiegu nawałnicy:

Kamil - grał w czasie burzy na Stadionie Miejskim w Parku na otwarciu mistrzostw w łucznictwie - "Zaczęliśmy się powoli ustawiać do grania i poprowadzenia pochodu na otwarciu, gdy nagle nadciągnęły ciemne chmury, a chwilę potem zerwała się wichura. Wszyscy w popłochu rozbiegli się w różne strony, ja schowałem się w zabudowaniach stadionu. Po płycie stadionu latały luki, tarcze, transparenty, liście. Słychać było tylko jeden wielki huk - wiatru i łamanych w pobliżu drzew. Po nawałnicy wróciliśmy z powrotem do Klubu Nauczyciela. Zastaliśmy zdemolowany park i mnóstwo drzew na ulicy Jordana, które przygniotły samochody i kompletnie zatarasowały ulice. Musieliśmy przez pół godziny odgarniać drzewa, żeby móc wyjechać z parkingu przy Klubie. Do auta wleciała mi dachówka, która rozbiła tylną szybę. Na szczęście drzewo nie poleciało na nasze samochody."

Monika - "Nawałnica zastała mnie na ulicy Zielonej (ulica niedaleko parku). Jeden z bardzo silnych podmuchów rzucił wręcz mną o jedną z bram od klatki schodowej. Musiałam łapać za swoje okulary, by mi ich nie wywiało. Widziałam, jak matki z wózkami wyciągały swoje dzieci z nich i zostawiając wózki uciekały szukając schronienia. Nigdy czegoś takiego nie widziałam."

Maciek, kolega z sąsiedniej ulicy - "Zauważyliśmy zbliżającą się ciemną chmurę chwilę przed jej nadejściem. Zabraliśmy w pośpiechu plakat, który namalowaliśmy na Woodstock. Farb już nie zdążyliśmy zebrać, powywracało je lub gdzieś wywiało. Brzózka na naszym ogródku pochylała się i uderzała w balkon, aż w końcu się złamała"

Dawid - "Chmurę zauważyłem z ojcem chwilę przed nadejściem burzy. Pozamykaliśmy wszystkie okna w domu, niestety zerwało blaszany dach z garażu i wywiało go do sąsiada. Drzewa w pobliskim lasku wykrzywiały się niemiłosiernie."

Dwie koleżanki spotkane po nawałnicy w parku "Masakra - jechałyśmy wtedy autobusem ulicą Jaworzyńską. Autobusem przechylało na bok, strasznie się bałyśmy, wręcz kawałek jechałyśmy na dwóch kołach. U kolegi wybiło dwie szyby w mieszkaniu, a na ulicy leżało pełno dachówek. Moja mama jest zrozpaczona - kupiła sobie niedawno skuter, nie zdążyła go schować i rzucało nim po całym podwórku".

Spotkana kobieta w parku, mieszkanka ulicy Jaworzyńskiej - "U mnie wybiło jedno okno w mieszkaniu. Pierwszy raz w życiu widziałam, żeby dachówki leciały do góry ponad domy, a dopiero potem spadały, kilkadziesiąt metrów dalej".

Porównując tą burzę do orkanu Cyryl muszę stwierdzić, że najsilniejsze podmuchy w obu przypadkach były podobne, z leciutką przewagą dla orkanu, jednak biorę poprawkę na to, że najsilniejszy wiatr (podczas burzy) chyba mnie ominął od północy. Czas trwania obu wichur był podobny, jednak podczas burzy nie było takich błyskawic, jak podczas orkanu i nie spadł grad. Ponadto w czasie orkanu byłem chyba pierwszy raz w życiu świadkiem zjawiska, które kiedyś było na tym portalu opisywane, a polega one na tym, że wyładowanie atmosferyczne wędruje w górę, co zdarza się bardzo rzadko, a co ja zaobserwowałem jako rozbłysk nieba na kilka sekund. Jednak straty, jakie poczyniła nawałnica, szczególnie w drzewostanie były znacznie większe od tych, które zastałem po orkanie Cyryl.

Ponownie starałem się przechytrzyć pogodę, jednak siły przyrody były nieubłagane. Z drugiej strony rozmiary nawałnicy przeszły wyobrażenia moje i wszystkich mieszkańców, gdyż jej nadejście poza ciemnymi chmurami i wałem chmurowym nie poprzedziły mocniejsze podmuchy wiatru i przede wszystkim błyski i grzmoty. Wszyscy spodziewali się ulewy, a nie armageddonu, jak to podsumował prezydent Legnicy.

Autor: Łukasz, 23 lata, Legnica, dolnośląskie

Chcesz się podzielić swoim zdaniem na temat pogody? Napisz do nas: redakcja@twojapogoda.pl

autopromocja

Pozostałe wiadomości

miniatura

Pogoda na żywo: Najnowsze wieści przez całą dobę

Dzisiaj, 14:22

Przez całą dobę, na żywo, monitorujemy to, co dzieje się w pogodzie w Polsce i na całym świecie. Jeśli w Waszej okolicy zdarzyło się coś ciekawego, czym chcecie się podzielić z innymi, to wysyłajcie do nas zdjęcia, filmiki i informacje. Z nami będziecie na bieżąco!

miniatura

Dmuchawiec może nas zatruwać groźnym ozonem

Dzisiaj, 08:15

Niepokojącego odkrycia dokonali niemieccy naukowcy. Okazuje się, że popularne kwiatki, które rosną niemal na każdy trawniku przy naszych domach, mogą przy odpowiednich warunkach atmosferycznych produkować bardzo niebezpieczny dla człowieka ozon.

miniatura

Wulkan na zachodnim wybrzeżu USA grozi potężną erupcją

Dzisiaj, 07:49

Naukowcy informują, że w rejonie wulkanu St. Helens w USA w ostatnim czasie odnotowano całą serię trzęsień ziemi, w dodatku komora pod wulkanem zaczęła się wypełniać magmą. Świadczy to o zbliżającej się erupcji, która może być niezwykle gwałtowna.

miniatura

Morza zaczną zalewać lądy. Będzie jak w "Wodnym świecie"?

Wczoraj, 10:03

Naukowcy nie spodziewali się, że wzrost poziomu wody w oceanach będzie następować tak gwałtownie. Obecnie jest ono aż trzykrotnie większe niż jeszcze pod koniec ubiegłego wieku. Co to może oznaczać dla miast położonych nad brzegami mórz i oceanów?

miniatura

Znów będzie gorąco. Temperatura może przekraczać 30 stopni

Wczoraj, 09:00

Najpierw upał wlał się do Hiszpanii, właśnie teraz jest we Francji, a niebawem dotrze do Niemiec, a stamtąd do Polski. Termometry znów mogą pokazać 30 stopni w cieniu. Gdzie tym razem będzie najcieplej, a gdzie na upał nawet nie ma co liczyć?

Komentarze

Dodaj komentarz

W. | 2011-11-18, 22:53

Masakra

W Jaworze też było koszmarnie (ok. 20 od Legincy). Cały dzień było tak duszno, że wszystko dosłownie się kleiło. Kiedy podeszłam do okna nie było najmniejszego wiaterku, a chmury pędziły tak szybko, że dosłownie w kilka seknud zakryły całe niebo. Nagle uderzył wielki podmuch i się zaczęło...

Sandrita | 2011-07-13, 20:21

Też to przeżyłam :)

I do teraz jak to opowiadam, to ciężko mi ukryć emocje. Około 16:30 wyjechałam tego dnia z Małomic szynobusem, który przez Legnicę jechał do Wrocławia. Już jak wyjeżdzałam z M. to widziałam z moją Mamą granatowe chmury. Ale myślałam: o będzie burza, przynajmniej zrobi się lżejsze powietrze. Gdy dojechałam do Legnicy, było około 17:30. Odjazd pociągu do Wrocławia zaplanowany był na 18:10. Zadzwoniłam do Mamy, która już zdążyła dojechać do domu i przeżyć wichurę. "Taki wiatr nadszedł, że wyrwał mi drzwi od domu z rąk! Bramy wjazdowej nie zdążyłam zamknąć! Schowaj się gdzieś!". Po tych słowach spojrzałam w kierunku Żar, a tam niebo po prostu CZARNE. Poczułam niepokój, jak większość podróżnych czekających na pociąg do Wrocławia. Siedziałam na peronie, aż nagle zawiało bardzo gwałtownie piachem i zrobiło się momentalnie siwo. Huczało w uszach, wszyscy zbiegli z peronów, w podziemny korytarz. Szyby na dworcu powypadały, nowy dach zaczął okropnie trzaskać i odrywać się. Co chwilę do przejścia wpadały jakieś śmieci i deski. Dzwoniłam do bliskich, krzycząc do telefonu, że się boję, że nie wiem co się dzieje, bardzo panikowałam. Nie wierzyli mi na początku, że jest bardzo źle. Później spadł deszcz. Nic nie było widać. Ludzie tylko stali w wejściu dworca, i nie widzieli przez chwilę samochodów oddalonych od nich jakieś 4-5 metrów. Po ok. 15 minutach przejaśniło się, przestało wiać, padać, i znów było cicho. Wszyscy otumanieni wyszli na perony. Zastaliśmy pobojowisko, zerwało część nowego dachu (stary się trzymał), łomotała tylko jakaś jedna blacha ze starej części, drzewa były poprzeginane do ziemi. Pociągu nie było. Niektórzy pobiegli po zwrot kasy za bilet, bo zaczęto nadawać komunikat o opóźnieniach i odwołaniach pociągu. Pociąg jadący do Wrocławia (którym miałam jechać) został opóźniony o godzinę. Wyszliśmy przed dworzec, na ulice, Legnica wyglądała KOSZMARNIE, dokładnie tak jak zostało to wyżej opisane. Gdy wróciłam na dworzec, okazało się, że "pociąg do Wrocławia jest opóźniony o czas nieokreślony", później został odwołany. Zadzwoniłam do domu, przyjechał mój tato, zabraliśmy jeszcze trzech pasażerów i odwiózł nas do Wrocławia. Był w takim szoku widząc zniszczenia, że nic nawet nie mówił. Szczęście, że nikomu się nic nie stało.

MrArtmil | 2011-03-11, 13:38

do "Tomka" i jemu podobnych

Oj, "Tomek", wylazła z Ciebie małostkowość! Relację Łukasza przeczytałem naprawdę z zainteresowniem i refleksją typu " fajnie, że są gdzieś ludzie - którym chce się opisywać takie no...niezwykłe w koncu, a w każdym razie - niecodzienne w naszym klimacie rzeczy". I - że ma facet tego rodzaju wrazliwość, która moze sprawić, ze np. zostanie - badaczem, naukowcem, a w każdym razie - wnikliwym obserwatorem, może fotografem. Na pewno więcej bedzie pożytku z "takiego" Łukasza niż z cynicznych malkontentów, co jak ten pies ogrodnika - sami nic nie robiąc innym zazdroszczą pasji. Łukasz - idź i patrz ,i dziel sie z innymi - tym, co widzisz. Ja Ci za relację z Wielkiej Chmury - b. dziękuję!

Tomek | 2011-03-11, 02:25

:)

Brakuje mi w tej opowieści, medali od burmistrza, uściśnięcia dłoni przez samego komendanta straży pożarnej i wzmiance o Twoim bohaterskim czynie w lokalnej gazecie, poniosło Cię kolego, sorry że się nie podniecam tak jak reszta moich przedmówców. Pozdrawiam.

Łukasz | 2011-03-14, 11:31

Odp: :)

Trochę jestem zdziwiony, że w Twoich oczach był to bohaterski czyn ;) Zastanawiam się też, czemu wg Ciebie poniosło mnie... Opisałem wszystko po prostu z dużą dokładnością, ale nie tak wielką, by nie zanudzić czytających. Nie uważam, że postąpiliśmy jakoś wyjątkowo, po prostu wyszła wspólna inicjatywa, a nasze działanie i tak nie za bardzo było legalne, bo chyba kierować ruchem może tylko osoba z uprawnieniami. Poza tym jest też coś takiego, jak chęć pomocy innym i solidarność, jednak Tobie jest to chyba obce. Ten tekst nie jest po to, żeby ktokolwiek miał się nim podniecać, jest formą przestrogi, by nie igrać z pogodą. A jeśli komuś się podoba, to bardzo się cieszę :)

Jarek | 2011-03-10, 17:41

fajny

Dobry opis

Madina | 2011-03-08, 08:52

Armagedon

Zgadzam się z nazwaniem tego co się stało w Legnicy wtedy Armagedonem. Pamiętam że wtedy portal Twoja Pogoda jako pierwszy ostrzegał przed bardzo silną burzą pogodynka jak zwykle zaspała. Wracając w tym czasie do domu od mamy ktora mieszka po drugiej stronie osiedla szłam przez kładkę z ktorej widziałam piękny a zarazem złowieszczy wał chmurowy wiedziałam co to oznacza ale nie sądziłam że nie zdąże dojść do domu do którego miałam zaledwie 100 metrów - utknęłam w sklepie . Wychodząc póżniej po ok. 15-20 min.byłam w szoku widząc to co się stało. Od tej pory ostrzegam moje dzieci - widząc wał chmurowy mają szukać schronienia.

Łukasz | 2011-03-07, 09:32

Dziękuję :)

Dzięki za słowa uznania :) To mój drugi opis/artykuł na łamach portalu twojapogoda.pl , w dziale "Pogoda waszymi oczami" jest jeszcze moja relacja z przejścia orkanu Cyryl. Zapraszam do przeczytania i przepraszam od razu za mnogość błędów stylistycznych i jak teraz widzę, to w tym artykule też ich się nie ustrzegłem. Z reguły nie robię ich wcale, ale to chyba z emocji, gdy człowiek przypomina sobie to wszystko i chce jakoś to opisać, a takie wspomnienia naprawdę głęboko zapadają w pamięć i powracają te wszystkie obrazy i emocje z tych chwil.

Kamil | 2011-03-07, 18:28

Odp: Dziękuję :)

Również gratuluję! :) Ciekawa opowieść, artykuł godny uznania :)

Alonso | 2011-03-08, 19:21

Odp: Dziękuję :)

Witam Fantastyczny opis, aż można poczuć ten wiatr ...gratulacje za odwagę i bohaterską, bezinteresowną postawę - większość z nas zwiała by po prostu do domu i zostawiła innym problemy na drodze; pamiętam, że w tym dniu po raz pierwszy w życiu widziałem tak silny atak szkwału - drzewa dosłownie kładły się na ziemi a deszcz przypominał gęstą mgłę niesioną wiatrem

Tomy M. | 2011-03-06, 18:35

Fajny opis

Fajny opis, ciekawy i podoba mi się! Mam nadzieję że nikt nie będzie się przyczepiał do jakiś drobnych błędów. Gratuluję autorowi i chętnie przeczytam jego kolejne artykuły.