14 grudnia 2009, 09:01

W rok zdobył dwa bieguny. "Jesteśmy tym co dajemy innym"

W porze letniej, czyli między grudniem a marcem w kierunku Antarktydy odbywa się wiele ekspedycji. Biegun zdobyło już kilku Polaków, w tym Marek Kamiński, który jest znanym podróżnikiem i polarnikiem. W specjalnym wywiadzie opowie nam o tym jak zdobywał bieguny, jak walczył ze swoimi słabościami i jakie ma wspomnienia.


Fot. marekkaminski.com.

Antarktyda to drugi najmniejszy na świecie kontynent, jednocześnie uznawany za najzimniejszy. W większości lądu ujemna temperatura utrzymuje się przez cały rok. Na mocy prawa międzynarodowego Antarktyda jest wolnym kontynentem nie należącym do żadnego kraju. Swoje badania prowadzą tam naukowcy z całego świata, w tym także z Polski. Na biegunie południowym położona jest amerykańska baza polarna imienia Amundsena-Scotta, która jest zamieszkana przez cały rok.

Podczas swoich wypraw jest Pan całkowicie uzależniony od pogody, zwłaszcza jeśli do pokonania są takie miejsca jak Antarktyda czy góry. Jak Pan sobie radzi z najbardziej niesprzyjającymi zjawiskami atmosferycznymi?

Marek Kamiński: Podróżując, zwłaszcza po takich miejscach jak Antarktyda, czy góry jesteśmy uzależnieni od pogody, ale nie całkowicie. Mając odpowiedni sprzęt możemy od pogody częściowo się uniezależnić. Na przykład mając maskę przeciwwiatrową możemy nie zważać na wiatr i podróżować śmiało przed siebie. Oczywiście w sytuacji, gdy wieje wiatr o prędkości 250 km/h to jedynym rozsądnym wyjściem jest pobyt w odpowiednio przymocowanym do gruntu namiocie. Również kompas zaczepiony w dobrym miejscu do kurtki daje nam możliwość dalszej wyprawy, nawet przy małej widoczności. Myślę, że przede wszystkim odpowiednie przygotowanie i wiedza uniezależnia nas od pogody. Zawsze przygotowując się do wyprawy staram się uwzględnić różne sytuacje i przygotować się na nie.

W maju 1995 roku zdobył Pan wraz z Wojciechem Moskalem Biegun Północny. 7 miesięcy później wybrał się Pan w samotną wyprawę na Biegun Południowy. Czy łatwiejsze jest zdobywanie biegunów z przyjaciółmi, czy w samotności?

Marek Kamiński: Na pewno z przyjaciółmi, bo jest fajniej i bezpieczniej. Mówię to bez żadnych wątpliwości. Z drugiej strony wymiar samotności niesie ze sobą inny potencjał. Natomiast jeśli chodzi o łatwość podróżowania to odpowiadam, że zdecydowanie z przyjaciółmi. Mówi się, że biegun południowy jest znacznie trudniejszy do zdobycia od bieguna północnego, głównie z powodu temperatury.

Zdobycie którego z biegunów dla Pana było największym wyzwaniem?

Marek Kamiński: Oba Bieguny były bardzo trudne do zdobycia. Północy jako, że był pierwszy i ekstremalny to wydaje się trudniejszy. Bieguny bardzo różnią się od siebie, chociażby ze względu na bezpieczeństwo i różne trudności. Trudno mi jednoznacznie stwierdzić, który był trudniejszy, ale jeśli musiałbym zdecydować to stawiam na Biegun Północny chociażby ze względu, że leży na zamarzniętym Morzu Arktycznym, a lód który je pokrywa jest w ciągłym ruchu.

Wyprawa na biegun to rozłąka z rodziną i przyjaciółmi, zmierzenie się z własnymi słabościami i jakby nie było także igranie ze śmiercią. Często mówi Pan wtedy o pokonywaniu barier. Czym dla Pana jest wielodniowy marsz po lodowej pustyni i osiągnięcie zamierzonego celu?

Marek Kamiński: Z jednej strony jest to podróż w konkretnej przestrzeni, a z drugiej pewien rodzaj modlitwy czy medytacji. Oczywiście wiąże się to z rozłąką z rodziną i przyjaciółmi, ale jest to dla mnie przede wszystkim pokonywanie barier i dzielenie się doświadczeniem z innymi ludźmi. Jak również sięganiem do pewnych granic człowieczeństwa i odkrywanie czym naprawdę jest życie ludzkie. W takich warunkach te granice są bardziej namacalne i pewne rzeczy w życiu stają się bardziej istotne. Największe znaczenie ma dla mnie wymiar uniwersalny wyprawy polegający na badaniu głębi człowieczeństwa, losu człowieka i jego możliwości niż na sprawdzaniu konkretnych możliwości Marka Kamińskiego.

W 2004 roku na dwa bieguny w jednym roku wybrał się Pan z Jaśkiem Melą, niepełnosprawnym nastolatkiem. Jakie ma Pan wspomnienia z tamtej wyprawy?

Marek Kamiński: Mam wspaniałe wspomnienia. Myślę, że był to jeden z najlepszych projektów w moim życiu. Ta wyprawa polegająca na wspólnym przekraczaniu wielu granic, nie była jedynie pomocą dla Jasia, było to otwarcie pewnych drzwi i danie nadziei wielu ludziom, ale nie tylko niepełnosprawnym. Tak jak Kurt Vonnegut zapytał kiedyś swojego syna: "o co w tym życiu tak naprawdę chodzi?" Ten odpowiedział mu: "Tato, jesteśmy tutaj po to, żeby pomagać sobie nawzajem przebrnąć  przez to wszystko, jakkolwiek by było". Taki wymiar ma dla mnie ta wyprawa. Jesteśmy tym co dajemy innym.

Odbył już Pan kilkadziesiąt podróży, jednak zawsze wraca do domu... do ukochanego Trójmiasta. Co takiego jest w Sopocie co Pana wciąż przyciąga i zatrzymuje.

Marek Kamiński: Urodziłem się w Gdańsku. Rzeczywiście Gdańsk, Gdynia i Sopot wydają się mi niezwykłymi miejscami i tu czuję się najlepiej. Jest tu dużo wspaniałej natury, którą uwielbiam. Jest morze, piękny klif w Orłowie i Trójmiejski Park Krajobrazowy pełny różnorodnych form polodowcowych. Co równie ważne, jest tu historia. Nawet sam Napoleon powiedział, że klucze do przyszłości świata leżą w Gdańsku. No i coś w tym jest rzeczywiście. Tutaj zaczęło się wiele   wydarzeń, które zmieniło bieg świata. Tutaj zaczęła się II Wojna Światowa, strajk w Stoczni Gdańskiej pod przewodnictwem Lecha Wałęsy, który obalił Mur Berliński i zmienił układ jałtański. Poza tym, mieszkają tu ciekawi i życzliwi ludzie, którzy w dużej części stanowią ludność napływową. Przesiedlono ich na nasz teren z okolic przede wszystkim Wilna. Nawet jeśli nie zawsze tak jest do końca to chciałbym, aby takim było.

Przemierzył Pan najdalsze zakątki naszej planety, od Meksyku przez Tanzanię po Indie. Z pewnością każda podróż była wyjątkowa. Która jednak najbardziej zapisała się w Pańskiej pamięci?

Marek Kamiński: Jest kilka podróży, które szczególnie zapisały się w mojej pamięci. Jedną z nich jest podróż z Jaśkiem Melą na Biegun. Nigdy również nie zapomnę mojego pobytu na Rodos, gdzie poznałem moją żonę. Bardzo ważna była dla mnie także podróż z Polą, żoną Kasią i jej mamą Anią "Z Polą przez Polskę".

Potrafi Pan porozumień się w prawie dziesięciu językach. Który w opanowaniu był najtrudniejszy? Czyżby japoński?

Marek Kamiński: Faktycznie znam tyle języków, z tym, że pewne lepiej, inne gorzej, a niektóre całkiem słabo. Należy pamiętać, że gdy nie używa się języka to się go zapomina, w moim przypadku jest podobnie. Potrafię w każdym z tych języków porozumiewać się. Wydaje mi się, że język japoński i francuski były najtrudniejsze. W międzyczasie próbowałem również uczyć się języka arabskiego.

Pierwszą samotną podróż odbył Pan statkiem towarowym do Danii już w wieku 14 lat. Rok później przybił Pan do portu w afrykańskim Maroku. Co sprawiło, że rozpoczął Pan podróże w tak młodym wieku?

Marek Kamiński: Częściowo był to przypadek. Dowiedziałem się, że są tak zwane rejsy okrężne w Polskiej Żegludze Morskiej i za niewielką opłatą w taki rejs można popłynąć. Moi rodzice do końca nie dowierzali, że jest to możliwe i zgodzili się na moje pierwsze samotne podróże. Od zawsze towarzyszyła mi chęć poznawania i odkrywania świata. W tamtych czasach - Polski komunistycznej te podróże były dla mnie czymś niezwykłym i niesamowitym. Już samo zdobycie w tamtej epoce paszportu było prawdziwą epopeją, ale udało mi się również pokonać tę dżunglę.

Podróże po świecie, zwłaszcza te ekstremalne, nie są tanie. Czy marzenia są w stanie się spełnić, jeśli kieszeń jest pusta?

Marek Kamiński: Myślę, że tak. Kiedy ja zaczynałem podróżować też często miałem pustą kieszeń. Jako nastolatek na swoje wyprawy zbierałem pieniądze i pracując na stacji benzynowej. W pewnym sensie kieszeń często jest pusta, ponieważ to nie jest tak, że zrobienie czegoś daje przepustkę do zrobienia kolejnej rzeczy. Następne rzeczy są inne i na ogół trudniejsze. Fundusze na wyprawę to jeden z wielu trudnych problemów do rozwiązania. Nie jest to łatwe, ale trzeba go rozwiązać i jak często mówię, to nie moje nogi, ale głowa zdobyła Bieguny. Nie należy wierzyć w bajkę o sponsorach, którzy tylko i wyłącznie sfinansują nam nasze marzenia. Te marzenia musimy sfinansować sami, ewentualnie znajdując do tego partnerów.

Marek Kamiński jest polskim polarnikiem, podróżnikiem, autorem książek i biznesmenem. Jako pierwszy i jedyny człowiek zdobył dwa bieguny w ciągu jednego roku, w tym samotnie biegun południowy. W pierwszą podróż udał się w 1977 roku statkiem towarowym do Danii. Obecnie na swoim koncie ma już ponad 30 wypraw między innymi na Arktykę, Antarktydę i Grenlandię.

autopromocja

Pozostałe wiadomości

miniatura

Afera wiatrakowa: Zielone certyfikaty to przekręt wart miliardy

Dzisiaj, 08:01

Ciemna strona ekologii. "Farmy wiatrowe powstawały w niejasnych okolicznościach, towarzyszyły im niekorzystne dla skarbu państwa umowy. Każdy dzień działania farm wiatrowych to olbrzymie straty dla koncernów energetycznych" - informuje tygodnik "Sieci".

miniatura

Pogoda na żywo: Śledź na bieżąco, gdzie są teraz burze

Dzisiaj, 00:00

Przez całą dobę, na żywo, monitorujemy to, co dzieje się w pogodzie w Polsce i na całym świecie. Jeśli w Waszej okolicy zdarzyło się coś ciekawego, czym chcecie się podzielić z innymi, to wysyłajcie do nas zdjęcia, filmiki i informacje. Z nami będziecie na bieżąco!

miniatura

Prognoza 16-dniowa: Jaka pogoda do początku września?

Wczoraj, 10:31

Kończy się meteorologiczne lato, a wraz z nim wakacje. Jaka pogoda czeka nas w ostatnich dniach sierpnia? Czy będzie słonecznie, sucho i ciepło, a może chłodno i deszczowo? Jak rozpocznie się wrzesień? Jesiennie, a może jeszcze letnio? Sprawdźmy prognozę 16-dniową.

miniatura

Ulewne deszcze powodują podtopienia dróg i zabudowań

Wczoraj, 09:07

Zgodnie z prognozami nad południowo-wschodnimi i wschodnimi regionami Polski przechodzą obfite i ciągłe deszcze, które powodują lokalne podtopienia dróg, zabudowań i posesji. Spadło nawet do 100 mm deszczu i padać będzie przez całą niedzielę.

miniatura

Nawałnica na zachodnim Pomorzu zniszczyła kempingi

19 sierpnia 2017, 16:13

Gwałtowne burze znów przeszły nad Polską. Dzisiaj najbardziej burzowo było na wschodzie, a wczoraj na zachodzie kraju. Trąby powietrzne najprawdopodobniej pojawiły się na zachodnim Pomorzu. Jest wiele powalonych drzew i zrujnowanych kempingów leśnych.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twoja Pogoda lepsza niż myślisz

ZOBACZ NOWĄ WERSJĘ SERWISU