Inne spojrzenie na zmiany klimatu

26-03-2011, 00:07

Inne spojrzenie na zmiany klimatu

Zobacz więcej w kategorii: Pogoda Waszymi oczami

Czy ocieplenie klimatu w ogóle jest, czy go nie ma? Jeżeli jest, to czy odpowiedzialny jest za nie człowiek, czy tylko natura? W tym artykule postanowiłem przedstawić swoją teorię na ten temat, a także podjąć próbę opracowania prognozy klimatycznej dla Polski.

Zmiany klimatu i globalne ocieplenie to terminy spędzające sen z powiek współczesnych klimatologów. Powstało na ten temat wiele różnorodnych teorii, napisano wiele prac, odbyło się mnóstwo konferencji naukowych. Jednak jak na razie nie ma 100% pewności co tak naprawdę się dzieje i nie wygląda na to, że w niedługim czasie ta pewność będzie. Czy ocieplenie klimatu w ogóle jest, czy go nie ma? Jeżeli jest, to czy odpowiedzialny jest za nie człowiek, czy tylko natura? W tym artykule postanowiłem przedstawić swoją teorię na ten temat, a także podjąć próbę opracowania prognozy klimatycznej dla Polski.

Za mało danych

Najpierw zajmę się pytaniem, czy zmiany spowodowane są przez człowieka, czy naturę. Otóż moim zdaniem nie mamy wystarczającej wiedzy, aby udowodnić, którąś hipotezę. Wystarczy spojrzeć na liczbę danych jakimi dysponujemy. Dość dokładne pomiary mamy od końca 18 wieku i początku 19 (i te dane też budzą kontrowersje, o czym świadczy fakt, że np.. obalony został 19-wieczny rekord Sewilli). Wcześniejsza wiedza pochodzi jedynie z odwiertów z lodowców, które dają nam wyłącznie informacje o średniej globalnej. A co mówi średnia? Jeżeli wiemy np., że średnia globalna wynosiła w pewnym okresie 1 stopień Celsjusza powyżej normy może oznaczać zarówno, że na całym obszarze Ziemi temperatura wynosiła 1 stopień powyżej normy, jak i że na półkuli południowej było 10 stopni poniżej normy, a na północnej 12 stopni powyżej normy. Tak naprawdę nigdy nie mamy rozkładu równomiernego, a więc średnie te nie mówią zbyt wiele o panującym klimacie w poszczególnych miejscach planety. Nie wiemy więc także czy wzrost lub spadek w danym okresie był istotnie globalny, czy na zmianę średniej miały wpływ jedynie czynniki występujące na jakimś obszarze Ziemi. Być może, gdybyśmy mieli bardzo dokładne dane ze stacji meteorologicznych z całego świata z okresu powiedzmy od początku naszej ery, wiele zjawisk takich jak nawałnice, wielkie powodzie, czy też +10 stopni w styczniu nie stanowiłoby dla nas aż takiego zaskoczenia, gdyż znalibyśmy lepiej ich częstotliwość.

Artykuły mówiące o ociepleniu klimatu spowodowanym przez człowieka i emisję dwutlenku węgla mówią, że globalny wzrost średniej temperatury rozpoczął się od ery przemysłowej. Zapominamy jednak o tym, że w 19 wieku mieliśmy małą epokę lodowcową i minimum Maundera. W miarę rozwoju przemysłu, rosła też aktywność Słońca. Dobrych danych porównawczych sprzed 19 wieku nie mamy. Tak więc co przyczyniło się do ocieplenia: Słońce, czy przemysł? Myślę, że odpowiedź na to pytanie poznamy dopiero gdy aktywność naszej gwiazdy zacznie maleć, co według astronomów, może stać się już po maksimum przewidzianym na lata 2012/2013.

Podsumowując, przy użyciu obecnych danych da się udowodnić wszystko. Każdy zwolennik swojej hipotezy będzie miał argumentacje. Argumentacja przeciwko roli przemysłu w kształtowaniu klimatu wskazuje, że w X wieku było znacznie cieplej, a argumentowano to tym, że powszechnie uprawiano winnice, a w lutym zbierano pierwsze wiosenne kwiatki. Jednakże dziś też uprawia się winnice, nawet w Skandynawii, a mianowicie gatunki, które są bardziej odporne na mrozy. W niektórych latach w naszym klimacie są tak łagodne zimy, że coś wyrośnie nawet w styczniu. A w lutym, to mimo dość surowej zimy 2009/ 2010, w ostatniej dekadzie lutego mieliśmy już takie temperatury, że jedynym problemem dla pierwszych kwiatków mógł być tylko śnieg, który ze względu na duże ilości, długo się topił. Z drugiej strony wspomina się, że podczas małej epoki lodowcowej, karawany kupców szły do Szwecji po zamarzniętym Bałtyku, gdzie nawet ustawiono karczmy. Jednakże słyszałem też, że nie była to trasa promowa, tylko Polska w tym czasie zajmowała obszar aż po Inflanty. A przecież nawet minionej zimy (2010/ 2011) można było po północno- wschodnim Bałtyku nawet jeździć samochodem. Tak więc ciężko jest tak naprawdę określić na podstawie tych zapisków, jaki dokładnie panował w tym czasie klimat na naszych ziemiach.

Średnia rośnie, ale czy będzie nam cieplej?

Podstawową miarą jakiej używają zwolennicy ocieplenia klimatu, jest wzrost globalnej średniej temperatury. Przyjrzyjmy się jednak tym średnim uważniej. Porównajmy np. drugi najcieplejszy lipiec w historii pomiarów meteorologicznych (2010 rok) z lipcem z roku 1963 dla stacji meteorologicznej Lublin Radawiec (wszystkie porównania wykonałem na podstawie danych gromadzonych przez NOAA, temperatury w stopniach Celsjusza). Średnie kolejno: miesiąca, temperatury maksymalnej i temperatury minimalnej oraz wilgotności względnej wynosiły odpowiednio w lipcu 2010 roku: 20,8/ 26,2/ 15,6/ 75,2%, natomiast dla 1963 roku 19,8/ 26,4/ 12,1/ 66,9%. Podobne porównanie zrobię dla maja odpowiednio 2010 roku i 2009. 2010: 13,8/ 18,3/ 9,9/ 85,3%. 2009: 12,9/ 18,8/ 7,3/ 67,6%. W obu przypadkach widzimy, że średnia jest wyższa tam, gdzie jest wyższa wilgotność powietrza. Jednakże, średnia ta jest wyższa dzięki wysokim temperaturom w okresie nocnym, natomiast w pełni dnia, temperatury są niższe! Widać to dobrze przy porównywaniu klimatu morskiego (powietrze wilgotne) i kontynentalnego (powietrze suche). W klimacie kontynentalnym (np. na Syberii), mamy ogromne dobowe amplitudy temperatury (wynoszące nawet ponad 30 stopni). Jeszcze bardziej jest to widoczne w klimacie pustynnym (również bardzo suche powietrze). Poprzez te rozważania, chciałem pokazać drugą, bardzo sprytnie pomijaną przez naukowców, stronę efektu cieplarnianego. Efekt cieplarniany jest postrzegany jako proces, który sprawia, że mniej ciepła słonecznego ucieka z Ziemi. Zgoda, ale w dzień ten sam efekt cieplarniany sprawia, że do Ziemi dochodzi mniej energii słonecznej. Para wodna (wpływająca na wilgotność powietrza) oraz dwutlenek węgla, mają podobne właściwości gazu cieplarnianego. I choć to, o czym pisze wydaje się dosyć oczywiste, jednakże jest pomijane (uważam, że celowo, o czym za chwilę), a ma ogromne konsekwencje.

Klimatyczna propaganda

Cały czas nasze społeczeństwo przekonywane jest, jak bardzo potrzebujemy podatku od emisji dwutlenku węgla. Wiadomo, że każdy podatek budzi niechęć. Aby więc przekonać do niego, trzeba to zrobić w sposób, który będzie działał na wyobraźnie. Pokazywane są więc umierające dzieci w 50-stopniowym upale. Nie wiemy do końca co się w pogodzie stanie za 2 tygodnie, ale wiemy, że w 2056 roku praktycznie zanikną opady śniegu w Polsce, a latem będzie +50. Doszło do tego, że globalne ocieplenie zaczęło być kojarzone z apokalipsą. Czyż to nie wygląda trochę śmiesznie? Tym czasem, właśnie efekt cieplarniany sprawia, że prawdopodobieństwo wystąpienia rekordowych upałów… maleje! Zwróćmy uwagę, że rekord temperatury w naszym kraju jest niezmienny od lat 20-tych 20 wieku (a więc od praktycznie końcówki małej epoki lodowcowej). Gdyby globalne ocieplenie postępowało w taki sposób, jak to jest powszechnie mówione, dawno powinniśmy już mieć 40-stopniowy upał w Polsce. Jednak pomimo, iż w 2006 i 2010 roku mieliśmy rekordowo gorący lipiec, upałów powyżej 35 stopni nie było za wiele (w Lublinie w ogóle nie było, pomimo niesamowitego wyżu nad Rosją latem 2010 roku). Niektórzy powiedzą zaraz, że na Ukrainie pobito rekord, w Rosji był 40-stopniowy upał, ale trzeba zwrócić uwagę na fakt, że wynikało to w dużej mierze z faktu, iż w tym czasie miały miejsce ogromne pożary. Skoro nastawianie grilla i palenie ognisk na campingach może doprowadzić do wzrostu temperatury prowadzącej do nawałnicy ze względu na ogrzanie powietrza w porównaniu z terenami okolicznymi (artykuł “Dlaczego pogoda nie lubi kempingów” w serwisie Twoja Pogoda), to jakie efekty mogą mieć płonące ogromne połacie lasów? Temperatura, mimo wielkich fal upałów nie rośnie tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. Za to noce mamy bardzo ciepłe. Kiedyś, m.in. we wspomnianym już roku 1963, spadek temperatury w nocy poniżej 15, a nawet 10 stopni był czymś naturalnym. Teraz minimalne wartości rzędu 17, 18 stopni są coraz częstsze. Na pytanie, czy jest ocieplenie klimatu, odpowiem twierdząco, ale odbywa się to trochę inaczej niż wynikałoby to z powszechnych opinii naukowców. Obserwuje znaczące ocieplenie w okresie nocnym, natomiast w dzień temperatury są podobne, a może nawet nieco niższe. W 2010 roku np. liczba dni w maju i wrześniu, w których temperatura przekroczyła 20 stopni była niewielka, choć średnie wskazywały, że miesiące te były ciepłe. A rekord upału jest bardziej prawdopodobny w wyniku np. zaniku Golfsztromu, w wyniku czego, chociaż ogólnie byłoby chłodniej, to jednak w lecie napływałoby do nas częściej suche, gorące powietrze ze wschodu.

Skupiam się w dużej mierze na temperaturze, ale warto też wspomnieć o opadach. Często pojawiały się głosy, że susza w lipcu 2006 roku jest zapowiedzią kształtowania się pory gorącej i suchej. Tymczasem takie miesiące nie zdarzają się często. Znacznie częściej mamy długie okresy z opadami. No i w ostatnim czasie chyba było więcej powodzi niż dotkliwych susz. Wydaje się więc, że sumaryczna ilość opadów będzie rosła w okresie całego roku.

Prognoza klimatyczna

Na koniec spróbuję przedstawić, jakie zmiany czekają nas, jeżeli nie będzie jakiejś zdecydowanej zmiany w kierunku postępowania klimatu. Obecne trendy wskazują na następujące zdarzenia:

1. Latem pogoda będzie pod względem temperatur coraz bardziej przypominać klimat równikowy: częste wzrosty powyżej 30 stopni w dzień, ale rzadkie powyżej 35, bardzo ciepłe noce. W przypadku zmiany cyrkulacji powietrza ze wschodniej na zachodniej, potężne nawałnice.
2. Coraz rzadsze przymrozki wiosenne, ale również zmniejszanie się liczby bardzo ciepłych dni (z temperaturą powyżej 20 stopni) wiosną.
3. Coraz częstsze przypadki poważnych powodzi.
4. W zimie coraz rzadsze spadki temperatury poniżej -20 stopni, ale również długotrwałe okresy z całodobowym (choć niewielkim) mrozem.
5. Coraz częstsze opady śniegu, paraliżujące kraj.

Dla niektórych będzie lepiej, dla innych gorzej. Prawdopodobnie urlopowicze łatwiej znajdą latem dogodny okres na wyjazd. Rolnicy i sadownicy, którzy nie mieszkają na terenach zalewowych, z jednej strony będą się cieszyć, ze względu na łagodniejszą pogodę wiosną, ale z drugiej strony mniej słońca wiosną może opóźniać i spowalniać wegetację roślin. Ludzie mieszkający na terenach zalewowych będą musieli się przeprowadzić. Ze względu na mniej skrajności w temperaturach być może uda się uprawiać bardziej wymagające rośliny. O podwójne zbiory będzie jednak ciężko. Apokalipsy jednak nie będzie.

Autor: Jakub Żeżuła.

Chcesz się podzielić swoim zdaniem na temat pogody? Napisz do nas: redakcja@twojapogoda.pl

zobacz więcej

Wiadomości

Złowieszcze chmury, które nas straszą

Złowieszcze chmury, które nas straszą

16-05-2012, 13:18

Niektóre chmury wyglądają jak baranki, urozmaicając tym samym krajobrazy. Są jednak obłoki, które potrafią nas wystraszyć. Właśnie takie zjawisko uwiecznił fotograf z amerykańskiego stanu Minnesota.
więcej
Zobacz, jak piorun uderza w samolot

Zobacz, jak piorun uderza w samolot

16-05-2012, 10:13

Pioruny uderzają w samoloty średnio raz na tysiąc godzin. Co się wtedy dzieje na pokładzie? Czy zawsze dochodzi do katastrofy lotniczej? Wyjaśnimy to na przykładzie zdarzenia, które miało miejsce w marcu nad Teksasem.
więcej
Na wschodzie leje, kiedy przestanie?

Na wschodzie leje, kiedy przestanie?

16-05-2012, 07:06

W większości regionów wschodniej Polski od wczorajszego popołudnia występują opady deszczu o charakterze ciągłym. Wśród najbardziej mokrych miast znajduje się Warszawa. Opady ustaną dopiero jutro.
więcej
Złamano kod dotyczący deszczu

Złamano kod dotyczący deszczu

16-05-2012, 04:33

Wszystko wokół nas jest zbiorem akcji i reakcji, które można określić odpowiednim wzorem matematycznym. Na tej właśnie podstawie naukowcom udało się złamać jeden z kodów natury, a mianowicie poznać wzór na deszcz.
więcej
Oto jak człowiek zazielenia pustynie

Oto jak człowiek zazielenia pustynie

15-05-2012, 13:16

Czy największe pustynie świata są skazane na wieczne opuszczenie? Nie, ponieważ technika idzie do przodu, więc pola uprawne możemy założyć dosłownie wszędzie, nawet tam, gdzie miesiącami nie pada deszcz.
więcej

Komentarze

Dodaj komentarz

mario kones | 2011-07-24, 22:18

klimat i my.

Ludzie, jak juz widzicietakie problemy, to nie robić dzieci, nie ogrzewajcie domów, nie palcie ognisk, nie jeżdzić samochodem, nie zużywać energii elektrycznej.... i nie bedzie globalnego ocieplenia. Moim zdaniem wszystko zależy od szybkości rozwoju ludzkości na ziemi -no i od ludzkiej głupoty oraz wymagań. Raz przyrost jest wiekszy, raz mniejszy. Pewnego razu ludzie głupieją bardziej, innym razem mniej... itd. Słońce, prądy, czy inne "kosmiczne wpływy", to wpływa na CYKLICZNE ZMIANY klimatyczne na ziemi -i nie tylko, bo na inne planety także. Cała fizyka amplitud. pozdrawiam.

Waldek | 2011-04-29, 13:43

inne spojrzenie na sprawy klimatu

To, że jeszcze dzisiaj istnieją ludzie próbujący udowodnić, że ziemia jest płaska i teoria ewolucji błędna nie znaczy, że tak jest w rzeczywistości. Argumenty przytoczone przez autora i w większości wypowiadających się na forum są przestarzałe. Mam smutną wiadomość klimat na świecie się ociepla w sposób bardzo gwałtowny tj. około 2-3 stopnie na 50 lat i spowodował to człowiek. Niestety jest to już udowodnione na 100% od kilku lat. Inną sprawą jest, czy w Europie nastąpi ocieplenie klimatu, czy oziębienie. To zależy od tego czy Golfsztrom zmieni swój kierunek. Na razie nauka nie jest w stanie tego przewidzieć.

Mateusz | 2011-03-28, 19:02

Ciepłe noce

Mój dziadek, ktory ma teraz okolo 90 lat mowil ze po wojnie noce byly tak cieple ze mozna bylo spac pod golym niebem bez zadnego namiotu. Temperatura po wojnie noca siegala rzedu 22 kresek na plusie.

MD | 2011-04-02, 09:42

Odp: Ciepłe noce

Cała tajemnica ciepłych nocy. Kiedyś stacje meteo były dalej od centrum miast. Miasta się rozwijają i przez to miejska wyspa ciepła ma coraz większy zasięg. Nieliczne stacje zostały przeniesione. Stacje meteo powinny być z dala od skupisk ludzkich albo na wsi lub ewentualnie w małych miasteczkach. Zabudowa wielkiego miasta oddaje ciepło w nocy (Miejska Wyspa Ciepła). Cała tajemnica globalnego ocieplenia. Dodam tylko ,że w Szczecinku (1986-2009) średnia t min praktycznie nie wykazuje wzrostu. Ciekawe jakby zrobić zestawienie np dla Berlina czy trend wzrostu średniej temp minimalnej też by był znikomy? ;) Wydaje mi się ,że nie. Ponieważ w Berlinie miejska wyspa ciepła działa znacznie mocniej jak w Szczecinku. Tyle w temacie. Wg mnie po prostu wyniki pomiarów są zaburzone obecnością stacji meteo w dużych aglomeracjach, które produkują i magazynują na prawdę sporo ciepła. To ,że w dużym mieście jest cieplej nie pozostawia wątpliwości. Także skoro miasta się rozwijają to w miastach jest cieplej. Można w uproszczeniu przyjąć że globalne ocieplenie dotyczy tylko dużych aglomeracji ,które zwiększają swoją powierzchnie. Na jakimś odludzi zmiany są naprawdę minimalne.

piotr | 2011-04-05, 08:37

Odp: Ciepłe noce

@MD Swego czasu zrobiłem porównanie trendu dla dużych skupisk miejskich i szczytów górskich, gdzie MWP nie występuje. Zaskakujące było to, że dla wszystkich tych miejsc trend (po za Śnieżką) był niemal ten sam. Wyniki znaleźć można wpisując w google wyrazy: rural vs urban gfspl

piotr | 2011-03-28, 10:25

I jeszcze,,,

... można dokonać porównania lipca 2006. Miał on znacznie niższą średnią wilgotność w Lublinie, niż podane przykłady: było to 52.3 % Tymczasem miał on wyższą średnią temperaturę miesięczną (21.5 st C), przy czym temperatura maksymalna była znacznie wyższa, niż w podanym w artykule przykładzie z 2010 (+28.3, o 2.1 wyższa niż w 2010), a średnia minimalna znacznie niższa (+14.1, o 1.5 stopnia nizsza niż w 2010). Jak to możliwe, że autor analizując dane z ostatnich lat nie wziął pod uwagę 2006? Czyżby dobieranie wisienek? Nie mniej jednak prawdą jest, że w skali globalnej noce ocieplają się szybciej, niż dnie, co opisałem wcześniej.

Jakub Żeżuła | 2011-03-28, 12:23

Odp: I jeszcze,,,

Od każdej reguły są wyjątki. Nie ma chyba żadnego zjawiska, prawa, twierdzenia, które w tak dynamicznym i skomplikowanym mechanizmie jakim jest klimat byłaby zawsze taka sama. Przedstawiłem tutaj ogólną zależność, która generalnie się sprawdza, ale oczywiście nie zawsze. Tak jak chociażby z wyżami. Generalna zasada mówi, że wyż = słoneczna pogoda. Jednak mamy czasem zgniły wyż, podczas którego są chmury. Klimat jest tak skomplikowany,, że chyba żadna teoria nie sprawdzi się w 100%.

piotr | 2011-03-28, 20:30

Odp: I jeszcze,,,

@Jakub Żeżuła W dzisiejszych czasach trzeba być bardzo uważnym, kiedy się wysuwa jakiekolwiek wnioski. Szczególnie wniosków na temat wpływu wilgotności względnej na przebieg temperatur nie można wysuwać biorąc pod uwagę jedynie dwóch lat. Aby to zrobic rzetelnie, należy wziąć cały dostępny szereg pomiarowy i sprawdzić, jak dane parametry wpływały na przebieg temperatur w wielu miesiącach. Inaczej nie otrzymujemy nic konkretnego. Tak więc nie można na podstawie porównania dwóch, czy trzech lat mówić o tendencji z lat pięćdziesięciu - to jest dobieranie danych i nie ma żadnej wartości poznawczej. Pokaż wszystkie lata chociażby z wielolecia 1981-2010 i odnieś je do wielolecia 1951-1980, wtedy będziesz mógł wyciągać wnioski. Jeśli już wieszasz psy na naukowcach od Globalnego Ocieplenia, fajnie by było, gdybyś własne badanie przeprowadził rzetelnie.

piotr | 2011-03-28, 08:43

CO2 i Para wodna

Jest jeszcze kwestia Co2 i pary wodnej. Rzeczywiście - ilościowo pary wodnej jest dużo więcej, niż CO2, jednak w wymuszeniach radiacyjnych nie wygląda to już tak dobrze - para wodna odpowiada za 39-62% całkowitego efektu cieplarnianego, zaś CO2 za 14-25% (Schmidt et al. 2010). To jednak nadal mniej, niż para wodna, prawda? Tyle, że czas życia pary wodnej w atmosferze jest stosunkowo krótki. Jeśli _dodamy_ jej ogromne ilości do atmosfery, szybko się skondensuje i gdzieś spadnie deszcz - czas jej życia będzie za krótki, by mieć istotny wpływ na klimat. Niestety z CO2 tak różowo nie jest - w naszej atmosferze zawsze jest on w stanie gazowym, zaś proces jego usuwania jest znacznie powolniejszy. Stąd CO2 dodany sztucznie dziś zostanie usunięty dopiero za paręset lat, zaś sztucznie dodana para wodna już za kilka dni. Jedynym procesem, który powoduje wzrost ilości pary wodnej w atmosferze jest wzrost temperatury. Dzieje się tak dlatego, że im wyższa temperatura, tym ciśnienie pary nasyconej jest wyższe. Stąd ocieplenie prowadzi do dodatniego sprzężenia zwrotnego.

Gregor | 2011-03-28, 12:31

Odp: CO2 i Para wodna

Zgadzam się, że okres żywotności CO2 w atmosferze jest znacznie dłuższy niż w przypadku pary wodnej. Tylko jak wytłumaczyć średniowieczny okres ocieplenia za pomocą emisji CO2. Rozwiniętym przemysłem i transportem? Oczywiście, że nie. Karczowaniem i wypalaniem lasów? To już prędzej. Tylko, że średniowieczna skala tego procederu była wielokrotnie mniejsza w porównaniu z obecnymi czasami.

Gregor | 2011-03-28, 14:34

Odp: CO2 i Para wodna

Mogę mylić się, ale uważam, ze za średniowieczne ocieplenie może odpowiadać zmiana kierunku Prądu Zatokowego (coraz bardziej w kierunku północnym). Jeżeli Grenlandia była rzeczywiście "zieloną wyspą", to Prąd Zatokowy musiał przepływać w bezpośrednim sąsiedztwie tej wyspy, bo w odwrotnym przypadku Grenlandia byłaby całkowicie skuta lodem. Coś musi być na rzeczy , bo znajdujaca się na tej samej szerokości geograficznej Islandia była w tym okresie pokryta drzewami, czego dzisiaj tam nie uświadczymy. Ale można zapytać się, a co ma zmiana kierunku Prądu Zatokowego do kontynentalnej Europy, i tutaj przyznam się, że do końca nie znam odpowiedzi. Ale myślę, że skoro północne obszary Atlantyku zaczęły się coraz bardziej ogrzewać się, to zaczęły się coraz częściej tworzyć niże islandzkie, które jak mi wiadomo, odpowiadają za napływ cieplejszych mas powietrza do Europy.

piotr | 2011-03-28, 20:25

Odp: CO2 i Para wodna

@Gregor Jeśli chodzi o ciepły okres średniowiecza (Medieval Warm Period, MWP) to wszyscy się mniej więcej zgadzają, że złożyły się nań zarówno wysoka aktywność słoneczna, jak i niska aktywność wulkaniczna. Grenlandia za naszych czasów nigdy nie była "zieloną wyspą", co najwyżej, podobnie jak teraz, wolne od lodu były pasy przybrzeżne. Nie bez przyczyny datowanie rdzeni lodowych z Grenlandii sięga wiele dziesiątek tysięcy lat. W "Sadze Eryka Rudego" jest zresztą świetnie podane daczego Grenlandia nazywała się "zielonym lądem": ""In the summer Eirik went to live in the land which he had discovered, and which he called Greenland, Because, said he, men will desire much the more to go there if the land has a good name."" Jeśli piszesz o Islandii, zwróć proszę uwagę od czego nazwę wzięła ta wyspa. Notabene drzewa w Reykjaviku jak najbardziej rosną. W każdym bądź razie tamte rejony świata pozostają pod dużym wpływem Prądu Zatokowego i zmiany klimatyczne akurat tam występujące nie zawsze odzwierciedlają zmiany globalne, a czasem są wręcz im przeciwne.

Gregor | 2011-03-29, 00:14

Odp: CO2 i Para wodna

Oczywiście, zdaje sobie sprawę, z tego, że tylko przybrzeżne krańce Grenlandii nie były w średniowieczu skute wiecznym lodem, bo przecież tak olbrzymi lądolód na tej wyspie nie mógł powstać w przeciągu ostatnich tysiąca lat., lecz co najmniej - setek tysięcy, milionów lat lat. To nie podlega żadnej dyskusji. No niestety, nie doprecyzowałem swojej myśli, i stąd pewne nieporozumienie. Pamiętam,że na podstawie badań niektórzy klimatolodzy porównali owóczesny klimat w nadbrzeżnej Grenlandii do klimatu obecnie panującego w południowej Szwecji. Jeżeli tak było w rzeczywistości, to legendy głoszące o uprawie pszenicy i niektórych drzew owocowych itp, byłyby całkiem wiarygodne. Islandia - Kraina Lodu była ponoć średniowieczu porośnięta drzewami liściastymi, co świadczy o tym, że klimat był tam łagodniejszy niż w obecnych czasach. Oczywiście wiem o tym, że na Islandii nie trzymają drzew wyłącznie w przeszklonych oranżeriach , bo możemy spotkać się tam z rzadkimi skupiskami lasów iglastych i roślinnością tundrową. Jeżeli w średniowieczu na Islandii mogły rosnąć lasy liściaste, to i pewnie też istniały warunki do rozwoju rolnictwa, analogicznie jak to miało miejsce na Grenlandii. Tak już trochę w oderwaniu od tematu, to w tym roku oglądałem program kulinarny z p. Robertem Makłowiczem, który gotując na Islandii powiedział, że na rodzime produkty rolne, które są stanie wyrosnąć w tamtejszych warunkach klimatycznych składa się zaledwie kilka roślin, czy jednym słowem -wyjątkowo ubogie "menu"dla "roślinożerców". Fakt ten nie przeszkadza, że do pewnego stopnia Islandia uniezależniła się od importu produktów rolnych, korzystając z dobrodziejstw geotermii (szklarnie ogrzewane energią geotermalną). Odnosząc się do stwierdzenia, ze tzw. Średniowieczne Optimum Klimatyczne jest wypadkową wysokiej aktywności słonecznej i niskiej aktywności wulkanicznej, to uważam, że nie były to jedyne czynniki odpowiedzialne za "ocieplenie" w tym okresie. Nie jestem znawcą tematu, ale po przeczytaniu paru artykułów w Internecie na temat Prądu Zatokowego, uświadomiłem sobie fakt, jak olbrzymią rolę w kształtowaniu klimatu spełnia cyrkulacja temohalinowa, Stąd też, to nie przypadek, że wiążę średniowieczne ocieplenie ze zmianą Kierunku Prądu Zatokowego. Pozdrawiam.

piotr | 2011-03-29, 08:48

Odp: CO2 i Para wodna

@gregor Wydaje się mało prawdopodobne, by średniowieczny klimat Grenlandii dorównywał temu z południowej Szwecji - jest to możliwe zimą, zresztą jest tak i teraz w tej porze roku. Natomiast latem jest to wyjątkowo mało prawdopodobne - zaprzeczają temu chociażby badania z rdzeni lodowych. Znalazłem zresztą artykuł z Science Daily, który mówi o klimacie Grenlandii jak południowej Szwecji, z lasami i tak dalej, ale dotyczyło to warunków 450 000 lat temu. Co do lasów na Grenlandii. Obecne próby zalesiania udokumentowane są tutaj: http://en.sl.life.ku.dk/faciliteter/groenlandsarboretet/skovplantninger.aspx

piotr | 2011-03-29, 09:45

Odp: CO2 i Para wodna

Zjadło mi link - być może teraz wskoczy: http://en.sl.life.ku.dk/faciliteter/groenlandsarboretet/skovplantninger.aspx

Gregor | 2011-03-29, 12:31

Odp: CO2 i Para wodna

@ Piotr, nie szkodzi, że link ni wyskoczył, bo na pewno znajdę coś na ten temat w Internecie.Zastanwiałem się, dlaczego Grenlandię nazwano "zieloną wyspą" i myślę, że znam juz odpowiedż na to frap[ujące pytanie. W Twoim wczorajszym poście zawarłeś cytat w j. ang, który jednoznacznie poświadcza o tym, że Eryk Rudy dopuścił się "małego przekrętu", ażeby zachęcić ludzi do osadnictwa. Dlaczego tak uczynił? Źródła historyczne mówią, że Eryk dopuścił się morderstwa i musiał udać się na banicję, możliwie jak najdalej od Norwegii. Obawiając się cały czas o swoje bezpieczeństwo, Eryk musiał się zgromadzić wokół siebie wojowników, więc gdyby powiedział całą prawdę o Grenlandii, to na pewno nikt nie udałby się z nim w tak daleką i niebezpieczną wyprawę. W niedługim czasie niegościnną wyspę zamieszkało około 4 tysięcy Wikingów. Jak podają dalej źródła, Wikingowie próbowali siać zboża, ale z bardzo mizernym skutkiem. Jedynym gatunkiem zboża, który miał jakiekolwiek szanse na wegetację był jęczmień, a to tylko z racji krótkiego okresu wegetacji tej rośliny. Próbowano hodować owce i kozy, ale i tutaj natura nie rozpieszczała. Zwierzęta trzymano w zamkniętych zagrodach przez ponad miesięcy, którym często brakowało pożywienia. Często zwierzęta umierały z głodu, co daje nam obraz, jak trudno było przeżyć w tamtejszych warunkach. Jednym zdaniem, Grenlandia, będąca "zielona wyspą", to mit stworzony na potrzebę chwili. Założmy, że klimat Grenlandii był w śerdniowieczu cieplejszy niż w obecnych czasach, to i tak to nie zmienia faktu, że ponad 85% powierzchni tej wyspy była od niepamiętnych casów pokryta lądolodem. Porces powstawania lądolodu rozpoczął się około 3 mln lat temu, a w przeciągu 1-2 mln lat temu ogarnął całą wyspę, co oznacza tylko jedno, że człowiek nigdy nie mógł zobaczyć Grenlandii wolnej od lodu. Jak piszesz, około 450 tys. lat temu Grenlandia miała klimat zbliżony do klimatu Południowej Szwecji. Oczywiście, klimat nigdy nie jest stabilny, bo raz ociepla się, a raz ochładza, więc nic nie stoi na przeszkodzie, ażeby stwierdzić, że kiedyś w zamierzchłej historii na Grenlandii były o wiele bardziej sprzyjające warunki klimatyczne.

Gregor | 2011-03-29, 12:35

Odp: CO2 i Para wodna

Mnie też coś zjadło. Jak piszą historycy, zwierzęta hodowlane na Grenlandii były trzymane w zagrodach przez około pół roku.

piotr | 2011-03-30, 07:37

Odp: CO2 i Para wodna

W tamtych, cieplejszych regionach Grenlandii jest to możliwe, przez pół roku średnie temperatury dobowe są dodatnie, zaś najcieplejszy miesiąc ma średnią nieco wyższą, niż u nas kwiecień.

Gregor | 2011-03-30, 11:49

Odp: CO2 i Para wodna

@Piotr. Jako ciekawostkę podam fakt, że Wikingowie sami przyłożyli się do klęski swojego osadnictwa na Grenlandii. Gdyby Wikingowie zajęli się rybołówstwem i łowiectwem, jak to czynili ich "współmieszkańcy" Innuici (Eskimosi) to prawdopodobnie w ich oczy nigdy nie zajrzałoby widmo głodu. A pamiętajmy, że w ówczesnym świecie Wikingowie byli znani z niezwykłych umiejętności żeglarskich i nieprawdopodobnej odwagi. Na margiesie dodam, że rybołóstwo i lowiectwo, Wikingowie traktowali jako zajęcie niegodne mężnego wojownika. Swoisty paradoks historii. Czyżby Wikingowie pogardzali Innuitami? Trudno powiedzieć, ale faktem jest, że pomiędzy tymi ludami dochodziło do bardzo rzadkich kontaktów. Tak jak pisałem w poprzednim poście, zwierzęta hodowlane, sprowadzone przez Wikingów nie miały życia na Grendlandii, i to nie tylko za sprawą warunków klimatycznych i niewielkiej ilości pożywienia, ale przede wszytkim braku przezorności samych Wikingów. Według historyków, Wikingowie zaczęli używać trawy, porostów i mchów na opał i ocieplanie domostw, co tylko przyczyniło się do dewastacji łąk i pastwisk. Niewielkie połącie łąk i pastwisk zaczęly się stopniowo przeradzać się w jałowe "pustynie", więc nawet w okresie letnim zwierzęta nie mogły nigdy najeść się do syta. Dlaczego tak się stało? Odpowiedż jest dość oczywista. Prawdą jest, że na południowych i południowo-zachodnich wybrzeżach Grenlandi rosły wówczas nieliczne lasy (brzozy, olchy, wierzby itp.) , które jednak szybko zostały wykarczowane przez Wikingów, bo drewno było powszechnym materiałem na budowę domostw i podstwowym źródłem opału. Czyżby to nie jest kolejny przykład arogancji Wikingów? Chcieli za wszelką cenę wdrożyć na Grenlandii "europejskie" wzory życia, nie bacząc na tamtejszy świat przyrody? Kto nie szanuje praw przyrody, ten dostaje od niej nauczkę, bo wraz postępującym ochłodzeniem klimatu (XIV wiek), Wikingowie zaczęli masowo opuszczać wyspę. Reasumując, to nie zmiany klmatyczne spowodowały "eksmisję" Wikingów z Grenlandii, lecz ich nadmierna arogancja. Sprawę Grenlandii jako "zielonej wyspy" uważam za rozwiązaną.

pyton1990 | 2011-04-01, 10:48

Odp: CO2 i Para wodna

Wikingowie bardzo gardzili eskimosami, których nazywali "skraelingami" (niegodziwcami). Na Grenlandii występowały bardzo niewielkie złoża żelaza, więc nie produkowali własnej broni, a import był bardzo mały, toteż nie mieli przewagi nad Inuitami, jeśli chodzi o uzbrojenie. Nie potrafili z nimi nawiązać dobrych stosunków, więc często dochodziło do konfliktów, co też miało wpływ na ich ostateczne wymarcie.Wikingowie nie chcieli zmienić trybu życia i do końca swojego osadnictwa czuli się Europejczykami - chrześcijanami, ludem o długiej tradycji rolniczej i pasterskiej. Początkowo uprawa ziemi na Grenlandii była możliwa, ale nigdy nie dawała wysokich plonów, więc głównym źródłem pożywienia byłą hodowla kóz, owiec i bydła, no i łowiectwo (pod tym względem ustępowali Inuitom). Grenlandia miała słąbe gleby i po wycięciu pierwotnych lasów (tak, na Grenlandii rosły kiedyś lasy, ale drzewa miały maksymalnie od kilku metrów wysokości), gleba szybko uległa erozji. Wikingom ląd ten początkowo wydawał się bardzo przyjazny i nie różnił się zbytnio od tego, co spotykali na szetlandach, Orkadach, czy Islandii (tam też wycięto lasy i gleba uległa degradacji). Przez długo jednak udawało im się żyć w takich warunkach. Nieprawda jest też, że masowo opuszczali wyspę w XIV wieku. Ich kontakt z Europą był zbyt słaby, żeby mieli możliwość masowej migracji. Prawie wszyscy wymarli na wyspie.

Gregor | 2011-04-01, 15:11

Odp: CO2 i Para wodna

@Pyton 1990. Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, dlaczego Wikingowie zniknęli z "Zielonej Wyspy". Istnieje na ten temat niezliczona ilość hipotez na ten temat, bo pytanie samo w sobie jest niezwykle frapujące. Piszesz, ze Wikingowie pogardzali Eskimosami (Innuitami), ale jest to tylko częściowa prawda. Znaleziska archeologiczne i zapisy nordyckie świadczą o tym, że jednak dochodziło do pewnych kontaktów pomiędzy tymi kulturami, zwłaszcza na płaszczyźnie handlowej. Wikingowie prowadzili z Eskimosami handel wymienny. Na przykład, za zdobycze łowieckie Eskimosów Wikingowie ( np. futra, mięso zwierząt) oferowali im przedmioty, stworzone z żelaza ( narzędzia, broń), które każdego roku były sprowadzane wikińskimi statkami z kontynentalnej Europy. Co ciekawe, o takiej wymianie handlowej nie wspomina w ogóle innuicka mitologia. Dlaczego? Zagadka dla historyków. Czyżby doszło do otwartej wojny pomiędzy Wikingami a Innuitami? Niestety, nie mamy na ten temat żadnych wiarygodnych dowodów historycznych. Faktem jest, że Wikingowie starali się prowadzić na Grenlandii rolniczy tryb życia, ale to nie on przyczynił się bezpośrdnio do upadku ich "bytności" na "zielonej wyspie". Znaleziska archeologiczne świadczą jednoznacznie o tym , że z biegiem czasu Wikingowie zmienili swoją dietę. Odwieczne problemy z zaspokojeniem potrzeb żywnościowych spowodowały to, że w ostatecznym rozrachunku na menu Wikingów składały się głównie pokarmy pochodzenia morskiego (ryby, owoce morza). Jaki czynnik mógł odpowiadać za "zniknięcie" Wikingów z Grendlandii? Jeżeli założymy, że populacja Wikingów stopniowo wymierała, to jedynym takim czynnikiem odpowiedzialnym za taki proces mogła być jedynie degradacja biologiczna (choroby genetyczne, rozmaite uposledzenia fizyczne i umysłowe itp.). Nie jest żadną tajemnicą, że w społecznościach wyspiarskich dochodziło do aktów seksulanych w obrębie bliskiego stopnia pokrewieństwa, o czym między innymi pisał nasz czołowy antropolog Bronisław Malinowski. Ograniczony wybór partnerów seksualnych w takich społecznościach spowodował to, że w celu zapewnienia dalszej ciągłości populacji dopuszczano małżeństwa i potomstwo w obrębie jednego klanu rodzinnego. Czy było to możliwe w przypadku grenaldzkich Wikingów? Raczej tak. Bo analizy genetyczne ludności na Islandii poświadczaja o tym, że już za wikińskich czasów takie przypadki wcale nie należały do rzadkości.

pyton1990 | 2011-04-02, 22:49

Odp: CO2 i Para wodna

Polecam książkę ??Jareda Diamonda "Upadek", któa opowiada o losach społeczeńśtw, które spotkała katastrofa na skutek degradacji środowiska. Spora część jest poświęcona normańskiej populacji. Według niej, na stanowiskach archeologicznych w Grenlandii odkryo znikome ślady spożywania ryb, a w Norwegii i na Islandii stanowiły bardzo ważny składnik diety. Istnieje teoria, że grenlandzcy wikingowie z niewiadomego powodu zrezygnowali (!) z jedzenia ryb. Ciężko jest w to uwierzyć, ponieważ byłby to przejaw skrajnego debilizmu, biorąc pod uwagę warunki dla rolnictwa i hodowli i zmiany klimatu. Każda kultura ma jakieś reguł dotyczące tego, co można jeść a co nie. W Polsce na przykład bardzo mało popularna jest konina, baranina, a robali prawie nikt nie jada. Co to kontaktów handlowych, to na stanowiskach Inuitów odkryto sporo znalezisk pochodzenia normańskiego, ale prawie nic inuickiego w normańskich. Można przypuszczać, że wymieniali je na futra, ale możliwe jest też że Inuici rozszabrowali opuszczone skandynawskie osiedla albo napadli na ich mieszkańców. Wątpię żeby wwikingowie sprzedawali Inuitom żelazo, ponieważ sami go rozpaczliwie potrzebowali i stale musieli importować je z Norwegii.

Gregor | 2011-04-03, 13:43

Odp: CO2 i Para wodna

@Pyton 1990. Moje sugestie na temat grenlandzkich Wikingów są między innymi zaczepnięte z książki " Upadek (Collapse)" Jareda Damonda. Masz rację, ze handel pomiędzy Wikingami a Eskimosami miał bardzo niewielki zasięg, ale to nie wyklucza w żadnej mierze, że do takich kontaktów w ogóle nie dochodziło. Spotkałem się z zapisami, że Wikingowie oferowali Eskimosom narzędzia i broń z żelaza w zamian za z ich zdobycze łowieckie, co świadczy tylko o tym, że Wikingowie nie prowadzili łowieckiego trybu życia, albowiem wtym celu bardzo rzadko zapuszczali się w zatoki przybrzeżne Grenlandii, nie mówiąc już o głębi lądu (listy towarowe statków normańskich poświadczają, że do Grenlandii sprowadzaono przedmioty zelazne i drewno budulcowe). A propos konfliktu pomiędzy Wikingami a Eskimosami, to wszystko świadczy o tym, że Innuici najeżdżali na osady wikińskie (kultura Thule), a dzisiaj trudno powiedzieć, co stało bezpośrednią przyczyną konfliktu. Rywalizacja? Mam wrażenie, że Wikingowie oferują broń Innuitom, sami "ukręcili na siebie bicz". Co do diety Wikingów, to tutaj się powołuję na Wikpedię, w której stwierdzono, że pod koniec panowania Wikingów na Grenlandii na menu skladało się 80% produktów pochodzenia morskiego, co jedynie zaświadcza o tym, że rolnictwo i hodowla zwierząt nie odniosła w tamtejszych warunkach większego sukcesu.

Gregor | 2011-04-04, 10:02

Odp: CO2 i Para wodna

@Pyton1990. Jest bardzo mało prawdopobne, żeby Wikingowie w ogóle nie zajmowali się rybołówstwem, bo bo w ich pierwotnej ojczyźnie -Skandynawii ( Norwegia i Islandia) pokarmy rybne stanowiły podstawowe źródło pożywienia. Mimowolnie wspominasz tutaj tabu, związanym ze spożywaniem pewnych pokarmów mięsnych, a pamiętajmy, ze Wikingowie byli chrześcijaninami, więc trudno przypuszczać, że ryby i owoce morza były objęte zakazem spożywania. Ja szukałbym wyjaśnienia we wzajemnej koegzystencji - a właściwie rywalizacji pomiędzy Wikingami a Innuitami o zasoby, znajdujące się na Grenlandii. Nie można wykluczyć, że słabo uzbrojeni i nieliczni wojownicy wikińscy starali się unikać bezpośredniego stracia militarnego z Innuitami, bo w ten sposób skazaliby się na niechybną zagładę. Innymi słowy - Wikingowie oddali walkowerem Innuitom niektóre pobliskie i obfite dary morza łowiska, bo jak piszą kroniki- wikińscy poławiacze ryb wyruszali w dość odległe i niebezpieczne wyprawy, często napotykając się na nieprzyjazne warunki (sztormy, góry lodowe). O desperacji Wikingów świadczy fakt, że w takie wyprawy nie wyruszali tylko zaprawieni w fachu mężczyźni, ale i również kobiety i dzieci. Jeżeli doszło już do konfliktu pomiędzy Wikingami a Innuitami, to raczej nie chodziło tutaj o dominację kulturową Wikingów, lecz ich przetrwanie biologiczne. Trudno uwierzyć, że znani z niezwykłej waleczności Wikingowie nie dopuszczali się wobce Innuitów aktów przemocy. Kto spotkał się z Wikingiem musiał liczyć, że będzie miał do czynienia z naprawdę brutalnym i bezwględnym wojownikiem, o czym na każdym kroku poświadczają liczne sagi nordyckie. Osobiście wątpię, że znani z łagodniejszego usposobienia Innuici prowokowali konflikty, bo jeżeli nawet zaatakowali osady nordyckie, to wszystko wskazuje, że czyny te dopuszczali się w ramach odwetu, a nie w ramach walki o dominację na "zielonej wyspie".

piotr | 2011-03-28, 08:25

linki

Jeszcze krótka informacja na temat cieplejszych nocy: skepticalscience.com/The-human-fingerprint-in-the-daily-cycle.html

Gregor | 2011-03-28, 00:26

Zgadzam się

Para wodna ma największy wpływ na efekt cieplarniany. a nie dwutlenek węgla. Po pierwsze, w atmosferze ilości pary wodnej w stosunku do CO2 są nieporównywalnie większe , a po drugie para wodna ma znacznie większa pojemność cieplną od CO2.Tak jak piszesz, im większa wilgotność powietrza, tym mniejsza amplituda temperatur (wyższe temperatury nocne, niższe temperatury dzienne),a co za tym idzie wyższa średnia temperatury.

piotr | 2011-03-28, 08:20

Odp: Zgadzam się

Siła wymuszenia radiacyjnego nie zależy od pojemności cieplnej. Co do artykułu - dobieranie danych do z góry ustalonej teorii. Nie można wybrać paru miesięcy z serii danych i ich w ten sposób porównywać. Po drugie powinno się policzyć wilgotność bezwzględną zamiast względnej - czyli rzeczywistą ilość pary wodnej na m^3. Niska wilgotność względna nie jest wyznacznikiem amplitudy dobowej temperatury - w wyjątkowo suchym In Salah w Algierii temperatura w ciągu nocy spada do... +30 stopni. Twierdzenie, że w Rosji było upalnie, bo panowały pożary uważam wręcz za kuriozalne. Przecież pożary były wynikiem suszy i wysokiej temperatury! Twierdzenie autora artykułu jest tak sensowne, jak stwierdzenie, że "przyczyną wysokich opadów była powódź". Wystarczy rzut oka na mapy anomalii geopotencjału, czy w ogóle ciśnienia na poziomie morza, by jednoznacznie stwierdzić co było przyczyną takiego, a nie innego stanu rzeczy. Ciekawe jest również, że autor zwrócił uwage na problem cieplejszych nocy - to zabawne, bo było to przewidziane przez IPCC, podobnie jak ochładzanie stratosfery. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że to w nocy mamy do czynienia z wychłodzeniem radiacyjnym i to w nocy dodatkowy efekt cieplarniany ma najwięcej do roboty. Co do aktywności słonecznej - ta najwyższa była pod koniec lat 50-tych XX wieku. Aktualnie znacznie spadła, można to zresztą sprawdzić wykreslając sobie zarówno średnią 11-letnią liczbę plam słonecznych, jak i całkowitej słonecznej irradiancji.Dlatego ocieplenie do lat 40-tych tłumaczy się rosnącą aktywnością słoneczną, lekkie ochłodzenie do lat 70-tych emisją aerozoli, zaś ocieplenie po tym czasie następowało przy spadku aktywności słonecznej.