26-03-2011, 00:07
Inne spojrzenie na zmiany klimatu
Zobacz więcej w kategorii: Pogoda Waszymi oczami
Czy ocieplenie klimatu w ogóle jest, czy go nie ma? Jeżeli jest, to czy odpowiedzialny jest za nie człowiek, czy tylko natura? W tym artykule postanowiłem przedstawić swoją teorię na ten temat, a także podjąć próbę opracowania prognozy klimatycznej dla Polski.
Zmiany klimatu i globalne ocieplenie to terminy spędzające sen z powiek współczesnych klimatologów. Powstało na ten temat wiele różnorodnych teorii, napisano wiele prac, odbyło się mnóstwo konferencji naukowych. Jednak jak na razie nie ma 100% pewności co tak naprawdę się dzieje i nie wygląda na to, że w niedługim czasie ta pewność będzie. Czy ocieplenie klimatu w ogóle jest, czy go nie ma? Jeżeli jest, to czy odpowiedzialny jest za nie człowiek, czy tylko natura? W tym artykule postanowiłem przedstawić swoją teorię na ten temat, a także podjąć próbę opracowania prognozy klimatycznej dla Polski.
Za mało danych
Najpierw zajmę się pytaniem, czy zmiany spowodowane są przez człowieka, czy naturę. Otóż moim zdaniem nie mamy wystarczającej wiedzy, aby udowodnić, którąś hipotezę. Wystarczy spojrzeć na liczbę danych jakimi dysponujemy. Dość dokładne pomiary mamy od końca 18 wieku i początku 19 (i te dane też budzą kontrowersje, o czym świadczy fakt, że np.. obalony został 19-wieczny rekord Sewilli). Wcześniejsza wiedza pochodzi jedynie z odwiertów z lodowców, które dają nam wyłącznie informacje o średniej globalnej. A co mówi średnia? Jeżeli wiemy np., że średnia globalna wynosiła w pewnym okresie 1 stopień Celsjusza powyżej normy może oznaczać zarówno, że na całym obszarze Ziemi temperatura wynosiła 1 stopień powyżej normy, jak i że na półkuli południowej było 10 stopni poniżej normy, a na północnej 12 stopni powyżej normy. Tak naprawdę nigdy nie mamy rozkładu równomiernego, a więc średnie te nie mówią zbyt wiele o panującym klimacie w poszczególnych miejscach planety. Nie wiemy więc także czy wzrost lub spadek w danym okresie był istotnie globalny, czy na zmianę średniej miały wpływ jedynie czynniki występujące na jakimś obszarze Ziemi. Być może, gdybyśmy mieli bardzo dokładne dane ze stacji meteorologicznych z całego świata z okresu powiedzmy od początku naszej ery, wiele zjawisk takich jak nawałnice, wielkie powodzie, czy też +10 stopni w styczniu nie stanowiłoby dla nas aż takiego zaskoczenia, gdyż znalibyśmy lepiej ich częstotliwość.
Artykuły mówiące o ociepleniu klimatu spowodowanym przez człowieka i emisję dwutlenku węgla mówią, że globalny wzrost średniej temperatury rozpoczął się od ery przemysłowej. Zapominamy jednak o tym, że w 19 wieku mieliśmy małą epokę lodowcową i minimum Maundera. W miarę rozwoju przemysłu, rosła też aktywność Słońca. Dobrych danych porównawczych sprzed 19 wieku nie mamy. Tak więc co przyczyniło się do ocieplenia: Słońce, czy przemysł? Myślę, że odpowiedź na to pytanie poznamy dopiero gdy aktywność naszej gwiazdy zacznie maleć, co według astronomów, może stać się już po maksimum przewidzianym na lata 2012/2013.
Podsumowując, przy użyciu obecnych danych da się udowodnić wszystko. Każdy zwolennik swojej hipotezy będzie miał argumentacje. Argumentacja przeciwko roli przemysłu w kształtowaniu klimatu wskazuje, że w X wieku było znacznie cieplej, a argumentowano to tym, że powszechnie uprawiano winnice, a w lutym zbierano pierwsze wiosenne kwiatki. Jednakże dziś też uprawia się winnice, nawet w Skandynawii, a mianowicie gatunki, które są bardziej odporne na mrozy. W niektórych latach w naszym klimacie są tak łagodne zimy, że coś wyrośnie nawet w styczniu. A w lutym, to mimo dość surowej zimy 2009/ 2010, w ostatniej dekadzie lutego mieliśmy już takie temperatury, że jedynym problemem dla pierwszych kwiatków mógł być tylko śnieg, który ze względu na duże ilości, długo się topił. Z drugiej strony wspomina się, że podczas małej epoki lodowcowej, karawany kupców szły do Szwecji po zamarzniętym Bałtyku, gdzie nawet ustawiono karczmy. Jednakże słyszałem też, że nie była to trasa promowa, tylko Polska w tym czasie zajmowała obszar aż po Inflanty. A przecież nawet minionej zimy (2010/ 2011) można było po północno- wschodnim Bałtyku nawet jeździć samochodem. Tak więc ciężko jest tak naprawdę określić na podstawie tych zapisków, jaki dokładnie panował w tym czasie klimat na naszych ziemiach.
Średnia rośnie, ale czy będzie nam cieplej?
Podstawową miarą jakiej używają zwolennicy ocieplenia klimatu, jest wzrost globalnej średniej temperatury. Przyjrzyjmy się jednak tym średnim uważniej. Porównajmy np. drugi najcieplejszy lipiec w historii pomiarów meteorologicznych (2010 rok) z lipcem z roku 1963 dla stacji meteorologicznej Lublin Radawiec (wszystkie porównania wykonałem na podstawie danych gromadzonych przez NOAA, temperatury w stopniach Celsjusza). Średnie kolejno: miesiąca, temperatury maksymalnej i temperatury minimalnej oraz wilgotności względnej wynosiły odpowiednio w lipcu 2010 roku: 20,8/ 26,2/ 15,6/ 75,2%, natomiast dla 1963 roku 19,8/ 26,4/ 12,1/ 66,9%. Podobne porównanie zrobię dla maja odpowiednio 2010 roku i 2009. 2010: 13,8/ 18,3/ 9,9/ 85,3%. 2009: 12,9/ 18,8/ 7,3/ 67,6%. W obu przypadkach widzimy, że średnia jest wyższa tam, gdzie jest wyższa wilgotność powietrza. Jednakże, średnia ta jest wyższa dzięki wysokim temperaturom w okresie nocnym, natomiast w pełni dnia, temperatury są niższe! Widać to dobrze przy porównywaniu klimatu morskiego (powietrze wilgotne) i kontynentalnego (powietrze suche). W klimacie kontynentalnym (np. na Syberii), mamy ogromne dobowe amplitudy temperatury (wynoszące nawet ponad 30 stopni). Jeszcze bardziej jest to widoczne w klimacie pustynnym (również bardzo suche powietrze). Poprzez te rozważania, chciałem pokazać drugą, bardzo sprytnie pomijaną przez naukowców, stronę efektu cieplarnianego. Efekt cieplarniany jest postrzegany jako proces, który sprawia, że mniej ciepła słonecznego ucieka z Ziemi. Zgoda, ale w dzień ten sam efekt cieplarniany sprawia, że do Ziemi dochodzi mniej energii słonecznej. Para wodna (wpływająca na wilgotność powietrza) oraz dwutlenek węgla, mają podobne właściwości gazu cieplarnianego. I choć to, o czym pisze wydaje się dosyć oczywiste, jednakże jest pomijane (uważam, że celowo, o czym za chwilę), a ma ogromne konsekwencje.
Klimatyczna propaganda
Cały czas nasze społeczeństwo przekonywane jest, jak bardzo potrzebujemy podatku od emisji dwutlenku węgla. Wiadomo, że każdy podatek budzi niechęć. Aby więc przekonać do niego, trzeba to zrobić w sposób, który będzie działał na wyobraźnie. Pokazywane są więc umierające dzieci w 50-stopniowym upale. Nie wiemy do końca co się w pogodzie stanie za 2 tygodnie, ale wiemy, że w 2056 roku praktycznie zanikną opady śniegu w Polsce, a latem będzie +50. Doszło do tego, że globalne ocieplenie zaczęło być kojarzone z apokalipsą. Czyż to nie wygląda trochę śmiesznie? Tym czasem, właśnie efekt cieplarniany sprawia, że prawdopodobieństwo wystąpienia rekordowych upałów… maleje! Zwróćmy uwagę, że rekord temperatury w naszym kraju jest niezmienny od lat 20-tych 20 wieku (a więc od praktycznie końcówki małej epoki lodowcowej). Gdyby globalne ocieplenie postępowało w taki sposób, jak to jest powszechnie mówione, dawno powinniśmy już mieć 40-stopniowy upał w Polsce. Jednak pomimo, iż w 2006 i 2010 roku mieliśmy rekordowo gorący lipiec, upałów powyżej 35 stopni nie było za wiele (w Lublinie w ogóle nie było, pomimo niesamowitego wyżu nad Rosją latem 2010 roku). Niektórzy powiedzą zaraz, że na Ukrainie pobito rekord, w Rosji był 40-stopniowy upał, ale trzeba zwrócić uwagę na fakt, że wynikało to w dużej mierze z faktu, iż w tym czasie miały miejsce ogromne pożary. Skoro nastawianie grilla i palenie ognisk na campingach może doprowadzić do wzrostu temperatury prowadzącej do nawałnicy ze względu na ogrzanie powietrza w porównaniu z terenami okolicznymi (artykuł “Dlaczego pogoda nie lubi kempingów” w serwisie Twoja Pogoda), to jakie efekty mogą mieć płonące ogromne połacie lasów? Temperatura, mimo wielkich fal upałów nie rośnie tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. Za to noce mamy bardzo ciepłe. Kiedyś, m.in. we wspomnianym już roku 1963, spadek temperatury w nocy poniżej 15, a nawet 10 stopni był czymś naturalnym. Teraz minimalne wartości rzędu 17, 18 stopni są coraz częstsze. Na pytanie, czy jest ocieplenie klimatu, odpowiem twierdząco, ale odbywa się to trochę inaczej niż wynikałoby to z powszechnych opinii naukowców. Obserwuje znaczące ocieplenie w okresie nocnym, natomiast w dzień temperatury są podobne, a może nawet nieco niższe. W 2010 roku np. liczba dni w maju i wrześniu, w których temperatura przekroczyła 20 stopni była niewielka, choć średnie wskazywały, że miesiące te były ciepłe. A rekord upału jest bardziej prawdopodobny w wyniku np. zaniku Golfsztromu, w wyniku czego, chociaż ogólnie byłoby chłodniej, to jednak w lecie napływałoby do nas częściej suche, gorące powietrze ze wschodu.
Skupiam się w dużej mierze na temperaturze, ale warto też wspomnieć o opadach. Często pojawiały się głosy, że susza w lipcu 2006 roku jest zapowiedzią kształtowania się pory gorącej i suchej. Tymczasem takie miesiące nie zdarzają się często. Znacznie częściej mamy długie okresy z opadami. No i w ostatnim czasie chyba było więcej powodzi niż dotkliwych susz. Wydaje się więc, że sumaryczna ilość opadów będzie rosła w okresie całego roku.
Prognoza klimatyczna
Na koniec spróbuję przedstawić, jakie zmiany czekają nas, jeżeli nie będzie jakiejś zdecydowanej zmiany w kierunku postępowania klimatu. Obecne trendy wskazują na następujące zdarzenia:
1. Latem pogoda będzie pod względem temperatur coraz bardziej przypominać klimat równikowy: częste wzrosty powyżej 30 stopni w dzień, ale rzadkie powyżej 35, bardzo ciepłe noce. W przypadku zmiany cyrkulacji powietrza ze wschodniej na zachodniej, potężne nawałnice.
2. Coraz rzadsze przymrozki wiosenne, ale również zmniejszanie się liczby bardzo ciepłych dni (z temperaturą powyżej 20 stopni) wiosną.
3. Coraz częstsze przypadki poważnych powodzi.
4. W zimie coraz rzadsze spadki temperatury poniżej -20 stopni, ale również długotrwałe okresy z całodobowym (choć niewielkim) mrozem.
5. Coraz częstsze opady śniegu, paraliżujące kraj.
Dla niektórych będzie lepiej, dla innych gorzej. Prawdopodobnie urlopowicze łatwiej znajdą latem dogodny okres na wyjazd. Rolnicy i sadownicy, którzy nie mieszkają na terenach zalewowych, z jednej strony będą się cieszyć, ze względu na łagodniejszą pogodę wiosną, ale z drugiej strony mniej słońca wiosną może opóźniać i spowalniać wegetację roślin. Ludzie mieszkający na terenach zalewowych będą musieli się przeprowadzić. Ze względu na mniej skrajności w temperaturach być może uda się uprawiać bardziej wymagające rośliny. O podwójne zbiory będzie jednak ciężko. Apokalipsy jednak nie będzie.
Autor: Jakub Żeżuła.
Chcesz się podzielić swoim zdaniem na temat pogody? Napisz do nas: redakcja@twojapogoda.pl









Dodaj komentarz