Był gorący dzień 3 kwietnia 1974 roku. Późnym popołudniem we wschodniej części Stanów Zjednoczonych zaczęło się robić parno i duszno. To była oznaka zbliżania się chłodnego frontu atmosferycznego, ...
Był gorący dzień 3 kwietnia 1974 roku. Późnym popołudniem we wschodniej części Stanów Zjednoczonych zaczęło się robić parno i duszno. To była oznaka zbliżania się chłodnego frontu atmosferycznego, związanego z niżem znad Wielkich Jezior. Meteorolodzy byli już pewni, że nadchodząca noc nie będzie spokojna. Sytuacja sprzyjała tworzeniu się tornad, ponieważ ciepłe i wilgotne powietrze znad Zatoki Meksykańskiej zderzyło się z chłodnym i wilgotnym znad Kanady. Chmury rozrastały się, aż osiągnęły olbrzymie rozmiary. Wówczas zaczęły się pojawiać burze, ulewy, gradobicia i wreszcie tornada. Raporty od naocznych świadków, którzy obserwowali tornada zaczęły spływać z coraz większej liczby stanów. Wieczorem sytuacja była już krytyczna. Meteorolodzy notowali dziesiątki tornad, ale na tym się nie skończyło. Seria tych zjawisk trwała blisko 20 godzin. Przez ten czas 3 i 4 kwietnia przez 13 stanów przetoczyło się aż 148 tornad. Większość określono na drugą i trzecią kategorię w skali (F2 i F3), czyli niosły wiatr o prędkości od 180 do 330 km/h. 24 tornada osiągnęły kategorię F4, a sześć najwyższą kategorię F5 z wiatrem o prędkości do 510 km/h. Tornada zrównały z ziemią dziesiątki wsi i miast na obszarze ponad 1400 kilometrów kwadratowych. Łączna długość ścieżek wszystkich tornad wyniosła ponad 4 tysiące kilometrów. W gruzach domów, zakładów pracy, szpitali, szkół i kościołów śmierć poniosło ponad 300 osób, najwięcej w stanach Alabama i Kentucky. Nigdy później nie zdarzyło się, aby seria tornad dokonała tak olbrzymich zniszczeń i pozbawiła życia tylu ludzi.
Dodaj komentarz