To był początek wyjątkowo gorącej jesieni 1922 roku w północnej Afryce. Fale pustynnego powietrza docierały aż do krajów południowej Europy, gdzie temperatura w cieniu przekraczała 40 stopni. Jednak o ...
To był początek wyjątkowo gorącej jesieni 1922 roku w północnej Afryce. Fale pustynnego powietrza docierały aż do krajów południowej Europy, gdzie temperatura w cieniu przekraczała 40 stopni. Jednak o wiele goręcej było na Czarnym Lądzie, skąd rozgrzanie niemal do czerwoności powietrze pochodziło. Nad Saharą pojawił się ośrodek niskiego ciśnienia wokół którego zaczęło wirować gorące powietrze. Wilgotność powietrza obniżała się, a grunt coraz silniej nagrzewał się. Wreszcie nadeszło apogeum upału, kiedy w niewielkim miasteczku Al-Azizia, w pobliżu północno-zachodniego wybrzeża Libii, temperatura w cieniu późnym popołudniem 13 września osiągnęła 57,7 stopnia. To była najwyższa temperatura zanotowana na świecie w całej historii pomiarów meteorologicznych. Wioska ta leży niecałe 40 kilometrów na południowy zachód od Trypolisu, stolicy Libii, na rozległych pustyniach i półpustyniach Trypolitanii. Dzięki specyficznemu ukształtowaniu terenu temperatura miała wyśmienite warunki do tego, aby każdego kolejnego dnia upałów systematycznie wzrastać, aż wreszcie osiągnęła poziom, którego do dziś nie udało się przebić żadnemu innemu miejscu na naszej planecie. Region ten zamieszkuje kilkaset osób, które do potwornych upałów są dobrze przygotowane. Jednak 85 lat temu nie wszyscy potrafili znieść rekordowy żar. Według nielicznych zapisków upały odebrały życie wielu Libijczykom, nikt jednak ich nie zliczył. W niewielkich osadach na jałowych obszarach bardzo trudno jest o komunikację, ludność jest uboga i niewykształcona, niewielu potrafi czytać i pisać, stąd też brak wiarygodnych informacji z tamtego, jakże dalekiego czasu.
Dodaj komentarz